Takiego trzęsienia ziemi na majowej sesji rady miasta nikt się nie spodziewał. Ogromny opór społeczny, głośny sprzeciw parlamentarzystów oraz krytyka opozycji zmusiły prezydenta Rzeszowa do nagłego politycznego odwrotu. W atmosferze potężnego skandalu z agendy spotkania wycofano trzy kluczowe projekty, które miały przypieczętować kontrowersyjną transakcję wiązaną z prywatnym deweloperem.
Spore zamieszanie na sesji
Ostatnia sesja Rady Miasta Rzeszowa zamieniła się w prawdziwe polityczne pobojowisko, a w samym centrum tego cyklonu znalazła się przyszłość Podkarpackiego Centrum Lekkoatletycznego. Choć nikt nie podważa sensu budowy samego stadionu, to wokół ratowania jego najbliższego otoczenia wybuchł gigantyczny skandal.
Podczas debaty nikt nie miał wątpliwości, że gigantyczny obiekt sportowy nie może istnieć w całkowitej izolacji. Do bezpiecznego funkcjonowania potrzebuje on ogromnej przestrzeni wokół – w tym dróg ewakuacyjnych oraz zaplecza technicznego. Problem polega na tym, że urzędnicy obudzili się z ręką w nocniku. Kluczowe działki otaczające stadion zostały wyprzedane lata temu, a dziś dysponuje nimi prywatny inwestor Resovia Residence.
Aby ratować sytuację i wyciągnąć inwestycję PCLA z potężnego pata, Ratusz postanowił pójść na d układ z deweloperem. Plan urzędników zakładał klasyczny barter: biznesmen odda skrawek ziemi pod stadionem, jeśli miasto w zamian przepisze na niego inne, niezwykle cenne i atrakcyjne grunty między innymi w samym sercu Rzeszowa.
Taka próba ratowania twarzy kosztem publicznego majątku wywołała furię opozycji i zaproszonych gości. Obecni na sali parlamentarzyści, Ewa Leniart oraz Marcin Warchoł, bezlitośnie punktowali działania władz miasta. W mocnych słowach zarzucili Ratuszowi całkowity brak transparentności, ukrywanie szczegółów przed mieszkańcami oraz prowadzenie podejrzanych, nietransparentnych negocjacji za zamkniętymi drzwiami.
Opór mieszkańców
Podczas wtorkowej sesji Rady Miasta Rzeszowa potężny opór urzędniczym planom dali sami mieszkańcy. Przedstawiciel Rady Osiedla Pułaskiego odczytał na sali list otwarty kupców z „Balcerka”, którzy jednym głosem sprzeciwili się kontrowersyjnej transakcji. Równie dramatycznie wybrzmiał głos reprezentanta społeczności z ulicy Krakowskiej – rejonu z garażami, który także może zostać przejęty przez dewelopera. Przedstawiciel zszokował zgromadzonych wyznaniem, że o planach oddania jego sąsiedztwa prywatnemu inwestorowi dowiedział się przypadkiem z mediów społecznościowych, co dobitnie podsumowało styl, w jaki Ratusz rozmawia ze swoimi obywatelami.
Balcerka zniknął z obrad rady miasta
Widząc potężny opór społeczny, prezydent Konrad Fijołek postanowił odpalić protokół ewakuacyjny i rzutem na taśmę złożył wniosek o wycofanie uchwał dotyczących „Balcerka” z porządku obrad. Na taki polityczny unik nie chciał jednak pozwolić Jacek Strojny, który twardo domagał się natychmiastowego głosowania, by raz na zawsze uciąć spekulacje i ostatecznie pogrzebać temat. Ostatecznie stanęło na bezpiecznym dla Ratusza rozwiązaniu – Rada Miasta zdecydowała o odesłaniu dokumentów do komisji, co zamiast twardego i jednoznacznego wyroku oznacza jedynie wrzucenie kontrowersyjnego projektu do urzędowej zamrażarki.
Komentarze (0)