Prawica podzielona
Lato przyniosło najpoważniejszy od lat podział na prawej stronie sceny politycznej. W lipcu Komitet Polityczny PiS zażądał od parlamentarzystów zakończenia działalności w stowarzyszeniach politycznych. Mateusz Morawiecki nie rozwiązał swojego stowarzyszenia Rozwój Plus.
Jarosław Kaczyński poinformował, że ponad 30 posłów zrezygnowało z członkostwa w partii. Politycy związani z Morawieckim utworzyli własny klub parlamentarny Rozwój Plus, liczący 40 posłów. To trzeci co do wielkości klub w Sejmie, po Koalicji Obywatelskiej i PiS.
Na początku sierpnia Morawiecki zapowiedział, że najpóźniej 15 października powstanie nowa partia. Data nie jest przypadkowa, bo to rocznica wyborów parlamentarnych z 2023 roku.
Sondaże po rozłamie pokazują, że nowe ugrupowanie przekracza próg wyborczy, a jego wyborcy to przede wszystkim dotychczasowi zwolennicy PiS.
Kraków jako przedbieg
Za tydzień, 27 września, odbędą się przedterminowe wybory prezydenta Krakowa. To efekt majowego referendum, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego. Dla partii będzie to pierwszy poważny test sił przed kolejnymi kampaniami.
Sondaże wskazują na pojedynek dwojga kandydatów. Prowadzi Łukasz Gibała ze stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, tuż za nim jest senator Monika Piątkowska z komitetu Ponad Podziałami, popieranego przez Koalicję Obywatelską i PSL.
Różnica szybko topnieje. W badaniu IBRiS z początku września Gibała miał 17,6 proc., a Piątkowska 17,1 proc. Miesiąc wcześniej dystans między nimi sięgał kilku punktów procentowych.
Na trzecim miejscu plasuje się Michał Drewnicki, kandydat PiS, a na czwartym Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Konfederacja nie zdołała zarejestrować swojego kandydata.
Sondaże zapowiadają drugą turę, bo żaden z kandydatów nie zbliża się do połowy głosów. Ciekawie wygląda przepływ poparcia: część wyborców PiS deklaruje głos na bezpartyjnego Gibałę, a nie na kandydata własnej partii.
Tego samego dnia, 27 września, druga tura wyborów burmistrza odbędzie się w podrzeszowskim Tyczynie
Gorąco także w Rzeszowie
W stolicy Podkarpacia od maja trwa spór o referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka.
Pierwszy wniosek złożył 26 maja klub Razem dla Rzeszowa, dwa dni później własny przygotowali radni PiS. Ponieważ dotyczyły tej samej sprawy, komisja procedowała ten złożony wcześniej. Wnioskodawcy wskazali siedem powodów, wśród nich kondycję finansową miasta, zadłużenie, gospodarowanie nieruchomościami, prace nad planem ogólnym i sposób rozliczania części wydatków publicznych.
14 września Komisja Rewizyjna zaopiniowała wniosek negatywnie, uznając jednocześnie, że spełnia on wymogi formalnoprawne. Za negatywną opinią głosowało czterech radnych, dwóch było przeciw, dwóch się wstrzymało.
Decyduje arytmetyka
Opinia komisji nie jest wiążąca. O referendum zdecyduje cała Rada Miasta, ale tu wchodzi w grę matematyka.
Do zarządzenia referendum potrzeba trzech piątych ustawowego składu rady, czyli 15 z 25 głosów. Opozycja, czyli PiS i Razem dla Rzeszowa, ma łącznie 12 głosów. Tyle samo mają prezydencki klub Rozwój Rzeszowa i popierająca go Koalicja Obywatelska. Jeden głos należy do Andrzeja Szlachty, który opuścił szeregi PiS po głosowaniu za wotum zaufania dla prezydenta.
Bez politycznych przetasowań zebranie 15 głosów wydaje się więc mało prawdopodobne.
Jesień pokaże, czy podział na prawicy okaże się trwały i jak przełoży się na układ sił również na Podkarpaciu, tradycyjnie jednym z najmocniejszych regionów PiS.
Komentarze (0)