Dzień, w którym zawyły syreny
W czwartek po godzinie 11 mieszkańcy Podkarpacia dostali alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Drugi z nich był poleceniem znalezienia bezpiecznego miejsca. W Rzeszowie włączono syreny, a część instytucji zdecydowała o ewakuacji.
Powodem był rosyjski atak na zachodnią Ukrainę. Według rzecznika Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk. Jacka Goryszewskiego jeden z dronów spadł po ukraińskiej stronie, około 4 kilometrów od granicy. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono. Alert odwołano przed godziną 13.
Czasowo wstrzymano też operacje lotnicze w Rzeszowie i Lublinie, a następnie je przywrócono.
Premier: przed nami trudne egzaminy
Tego samego dnia Donald Tusk przedstawił w Sejmie ocenę sytuacji. Powiedział, że w najbliższych tygodniach należy spodziewać się nasilenia rosyjskich ataków na Ukrainę, także przy granicy z Polską.
Premier mówił, że najbardziej prawdopodobny scenariusz na kilka najbliższych miesięcy zakłada poważne zdarzenia i wymaga „mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów”. Wskazał, że według dostępnych mu źródeł późna jesień i zima będą najbardziej krytycznym momentem dotychczasowej wojny.
Szef rządu ostrzegał też, powołując się na oceny wywiadowcze, że możliwe są uderzenia dronami i rakietami w państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę, przedstawiane potem jako przypadkowe.
Osobno zwrócił uwagę na nowy typ uzbrojenia. Rosja wprowadza na masową skalę drony odrzutowe, które lecą znacznie szybciej i na większych wysokościach. Jak przyznał premier, mało kto jest dziś przygotowany na skuteczne przeciwdziałanie im.
Trzeba zaznaczyć, że część tej oceny opiera się na materiałach wywiadowczych, których nie da się niezależnie zweryfikować.
Co to znaczy dla mieszkańców
Podkarpacie leży najbliżej granicy, więc alerty RCB pojawiają się tu częściej niż w reszcie kraju. To jednak nie oznacza, że region jest celem ataku.
Czwartkowa sytuacja pokazała raczej co innego. Procedury zadziałały, a największym problemem był chaos informacyjny i niepewność, co właściwie oznacza syrena.
Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek przypomniał dzień później kilka zasad. Alarm należy traktować poważnie, ale bez paniki. Bezpieczne miejsce nie musi być schronem, wystarczy piwnica albo wewnętrzne pomieszczenie bez okien. Po dziecko do szkoły nie należy jechać w trakcie alarmu, bo placówki mają własne procedury. Nie wolno też blokować numeru 112.
Co dalej
Miasto zapowiedziało sprawdzenie, jak procedury zadziałały w miejskich jednostkach i szkołach oraz co wymaga poprawy. Rząd zapowiada wzmacnianie ochrony granicy i obrony przeciwlotniczej.
Dla mieszkańców najbardziej praktyczna rada pozostaje ta sama: sprawdzić najbliższe miejsce schronienia zawczasu i korzystać z oficjalnych komunikatów, a nie z doniesień z mediów społecznościowych.
Komentarze (0)