Internet kocha kontrowersje, a to nagranie idealnie wpasowało się w tę zasadę. Kobieta nagrywająca film nie kryła oburzenia na widok drogowych oznaczeń w kolorach niebieskim i żółtym, twierdząc, że przypominają one barwy ukraińskiej flagi. Szybko podchwyciły to media społecznościowe – jedni uznali sytuację za absurd i niepotrzebne szukanie sensacji, inni zaczęli pytać, czy takie malowanie na jezdni rzeczywiście jest zgodne z przepisami. Dyskusja pokazuje, jak nawet zwykły znak drogowy może rozpalić emocje i wywołać falę spekulacji.
"Tu jest Polska, proszę pana nie k**** Ukraina, bo mamy już dosyć"
Kobieta na nagraniu nie gryzła się w język. Wszystko zaczęło się w chwili, gdy zauważyła, że pracownicy drogowi malują na jezdni niebiesko-żółte oznaczenia. Ten widok wywołał jej gwałtowną reakcję, a ostre słowa szybko rozlały się po internecie, wzbudzając lawinę komentarzy i gorącą dyskusję.
No bo tu jest Polska, proszę pana nie k***a Ukraina, bo mamy już dosyć, może czarno czerwone, ***** trzeba. . Wie pan, trzeba było tu jeszcze banderowskie flagi wymalować
- mówi kobieta podczas wideo.
NAGRANIE WIDEO
Co dokładnie malowali drogowcy?
W rzeczywistości pracownicy drogowi wykonywali jedynie swoje obowiązki. Malowane przez nich oznakowanie wyznaczało miejsca typu „Kiss&Ride”, czyli strefy krótkotrwałego postoju przy ulicy Szopena. To rozwiązanie ma ułatwić szybkie wysadzanie i odbieranie pasażerów, a nie – jak sugerowała kobieta – mieć jakiekolwiek inne znaczenie.Warto zaznaczyć, że podobne rozwiązania w tych barwach stosowane są także w innych polskich miastach. Kolory użyte w oznakowaniu nie mają w tym przypadku żadnego ukrytego przekazu ani prowokacyjnego charakteru – to po prostu element praktycznego systemu organizacji ruchu.
Komentarze (0)