Nocna interwencja w jednym z bloków przy ulicy Mazurskiej w Rzeszowie 1 marca przybrała obrót, którego nikt się nie spodziewał. Tuż po godzinie 23:00 policjanci z Nowego Miasta zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego domowej awantury. Choć na klatce schodowej czekała na nich roztrzęsiona kobieta prosząca o pomoc, rutynowe sprawdzenie dokumentów w policyjnej bazie danych błyskawicznie zmieniło charakter tej wizyty. To, co wyświetliło się na ekranach terminali mundurowych, sprawiło, że zamiast udzielania pomocy, funkcjonariusze musieli natychmiast sięgnąć po kajdanki.
Po godz. 23, dyżurny z komisariatu na Nowym Mieście, za pośrednictwem numeru alarmowego 112, został powiadomiony o pobiciu mieszkanki bloku przy ul. Mazurskiej. Zgłaszająca, która nie wymagała pomocy medycznej, miała zostać pobita przez swojego partnera. Kobieta oczekiwała na przyjazd patrolu na klatce schodowej
- informuje KMP Rzeszów.
Pobicia nie było
Po dotarciu pod wskazany adres funkcjonariusze zweryfikowali zgłoszenie, które okazało się bezpodstawne – zamiast przemocy fizycznej, doszło jedynie do ostrej wymiany zdań. Znajdująca się pod wpływem alkoholu 30-latka nie posiadała żadnych śladów pobicia, a jej partner zachowywał się wobec mundurowych spokojnie. Ostatecznie policjanci potwierdzili, że interwencja dotyczyła wyłącznie domowej kłótni, a nie przestępstwa przeciwko zdrowiu.
W trakcie interwencji mundurowi ustalili, że zarówno zgłaszająca jak i jej partner, w policyjnych systemach informacyjnych widnieją jako osoby poszukiwane
- przekazuje KMP Rzeszów.
Zamiast policyjnej ochrony, para „pechowców” otrzymała nocleg w policyjnym areszcie. Rutynowa weryfikacja w bazach danych wykazała bowiem, że oboje są ścigani przez wymiar sprawiedliwości. Podczas gdy 39-latek figurował w kartotekach leżajskiej komendy do celów procesowych, kartoteka jego partnerki wprawiła mundurowych w osłupienie. Okazało się, że 30-latka jest poszukiwana przez cztery różne sądy – w Biłgoraju, Dębicy, Leżajsku oraz Przeworsku. Zgłaszająca rzekome pobicie ma do odsiadki łącznie 390 dni zastępczej kary pozbawienia wolności, dlatego prosto z klatki schodowej trafiła za kraty zakładu karnego. Jej partnerem zajmą się dziś śledczy, ona natomiast rozpoczęła już odliczanie trzynastu miesięcy zasądzonego wyroku.
Komentarze (0)