Stara, brzydka i kompletnie zdezelowana fontanna na rzeszowskich bulwarach, zamiast cieszyć oko, od lat straszy sypiącym się betonem i jest symbolem urzędniczej niemocy. Jednak to miejsce, które niegdyś było sercem letniego wypoczynku rzeszowian, wciąż ma szansę odzyskać swój dawny blask, jeśli tylko my – mieszkańcy – weźmiemy sprawy w swoje ręce. Skoro od dekad słyszymy jedynie puste obietnice o nowoczesnych „wodotryskach”, nadszedł czas, abyśmy sami wykreowali nową rzeczywistość poprzez rzeszowski budżet obywatelski. Sprawdziliśmy szczegóły odważnego projektu Adama Moczulskiego, który chce zamienić martwą ruinę w tętniący życiem wodny plac zabaw dla naszych dzieci i wnuków.
Widok sypiącego się betonu w sercu naszych Bulwarów po prostu smuci. Po 30 latach czekania, my mieszkańcy, z nadzieją liczymy na rozpoczęcie zmian, które sprawią, że fontanna znów będzie nas cieszyć
- informuje Adam Moczulski.
Zapadnięty, kamienny okrąg
W samym sercu rzeszowskich Bulwarów, zamiast tętniącej życiem atrakcji, straszy zapadnięty krąg z kamienia. Choć miejsce to z założenia miało być magnesem dla rzeszowian, dziś jedyną rzeczą, jaka się w nim gromadzi, są suche liście z okolicznych drzew. Pani Beata w rozmowie z nami nie kryje rozczarowania: to duży, piękny park, który codziennie odwiedzają tłumy, a w jego centralnym punkcie od lat stoi niszczejąca rudera. Według relacji mieszkanki, fontanna nie działa, odkąd tylko sięga ona pamięcią.
Potwierdzeniem tych słów jest smutny fakt, że obiekt figuruje w wyszukiwarce Google z dopiskiem „zamknięte na stałe”. Dla wielu osób jest to sytuacja nie do pomyślenia – jak w jednym z najbardziej urokliwych zakątków Rzeszowa można dopuścić do takiego zaniedbania? Zamiast być wizytówką miasta, nieczynna instalacja jedynie zniechęca i odpycha spacerowiczów.
Wodny plac zabaw na Bulwarach. Foto. Adam Moczulski.
Wodny plac zabaw na Bulwarach
„Wodny plac zabaw na Bulwarach” – to oficjalny projekt, który Adam Moczulski zgłasza do Rzeszowskiego Budżetu Obywatelskiego. Społecznik rzuca wyzwanie obecnemu stanowi rzeczy, chcąc, by najmłodsze pokolenia mogły pocieszyć się tym, co dla ich rodziców i dziadków było codziennością. Zamiast straszącej, betonowej pustyni, autor proponuje stworzenie nowoczesnej i w pełni bezpiecznej strefy wodnej rozrywki. To właśnie tam, w cieniu drzew i na zielonej trawie, rzeszowianie mieliby znów rozkładać swoje koce, przywracając Bulwarom ich dawny, unikalny klimat.
Moczulski podkreśla, że skoro od lat w miejskiej kasie brakuje pieniędzy na ten cel, mieszkańcy powinni sami zawalczyć o fundusze poprzez mechanizm RBO. W realizacji tej wizji liczy on na merytoryczne wsparcie Aleksandry Wąsowicz-Duch, dyrektor rzeszowskiego Zarządu Zieleni Miejskiej. Jego apel jest jasny: najwyższy czas zamienić martwy beton w miejsce pełne życia i radości.
Szanowni Państwo, Bulwary to serce Rzeszowa, a nie poligon obietnic wyborczych. Czas przejść od słów do czynów! Czy wolicie, aby to mieszkańcy sami musieli naprawiać miasto przez RBO, bo Wy nie potraficie wygospodarować środków?
Komentarze (0)