Szymon Szurlej: Minironda na Słocinie stały się jednym z głośniejszych tematów ostatnich tygodni w Rzeszowie. Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan, że takie rozwiązanie mogłoby sprawdzić się właśnie tutaj i co było największym impulsem do działania?
Rafał Kulig: Temat ronda na skrzyżowaniu ulic przy szkole przewijał się od mniej więcej 2018 r. Początkowo miasto przygotowało projekt budowlany, natomiast nie został on zrealizowany. Następnie po kilku latach wnioski o budowę zostawały z odpowiedziami negatywnymi z uwagi na koszty i brak przewidzianego zadania w budżecie miasta (nawet w WPF). Przez te lata już jako radny osiedla (od 2019 r) szukałem możliwości co zrobić, żeby to rondo powstało do czasu, kiedy natrafiłem na artykuł nt. mini rond, które oprócz UK czy Francji stosowane są także i w Polsce. Nie miałem wtedy jeszcze dużej wiedzy na ten temat, natomiast trafiłem na opracowania inżynierów ruchu, którzy wprowadzili tzw. "eksperyment chorzowski”, na bazie tej lektury rozczytałem ponownie projekt ronda przy szkole i starałem się właśnie zasymulować jakby ten przykład przenieść na nasze warunki. W jesieni 2022 r. na istniejącym projekcie naniosłem własną wizję, w taki sposób, żeby kształt jak najmniej ingerował w przyległe grunty czy przebudowę czegokolwiek na skrzyżowaniu. Chodziło o minimalizację kosztów. Swoim pomysłem podzieliłem się najpierw z Miejskim Zarządem Dróg w 5 grudnia 2022 r. (patrzę na datę pierwszego maila wysłanego na ich skrzynkę), a następnie z Prezydentem podczas spotkania z Mieszkańcami w szkole na Zalesiu pokazując mu wydrukowane slajdy.
Jednocześnie „projektując” to rondo zauważyłem po kilkunastoletnich obserwacjach (jako mieszkaniec od urodzenia na Słocinie), że może takie samo rozwiązanie sprawdzi się również przy kościele. Dodam, że tam znajduje się i przedszkole, RDK oraz sam fakt, że zjazd za kościół od miasta był problematyczny z uwagi na konieczność przepuszczenia samochodów przez co tworzył się zator od parku. To samo działo się gdy rodzice bądź wierni z kościoła chcieli włączyć się do ruchu jadąc w kierunku szkoły.
Kolejnym argumentem było to, że wnioskowałem o przejście dla pieszych obok apteki w 2021r., natomiast z uwagi na zakręt i brak widoczności, nie zostało ono zrealizowane. Obecnie rondo spowodowało, że i przejście zostało wyznaczone. Jestem zwolennikiem rond, ponieważ są one rozwiązaniem samoregulującym i jeśli mam wybierać nad tym, żeby samochody jechały wolniej, ale jechały niż stały i czekały na sekwencyjny przejazd przez skrzyżowanie (generując przy tym spaliny stojąc miejscu), wybieram to pierwsze.
Jak wyglądała droga od pomysłu przygotowanego – w PowerPoincie do realizacji inwestycji? Na jakim etapie napotkał Pan największy opór i co ostatecznie przekonało miejskich urzędników oraz prezydenta do tego rozwiązania?
- Nie mając dostępu do AutoCAD czy innego oprogramowania inżynieryjnego w warunkach domowych, przeniosłem swoją koncepcję używając do tego narzędzi w PowerPoint. Dokumentacją techniczną tego nie można nazwać, natomiast zwizualizowałem to tak jak widziałem w głowie. Jako inżynier wprawdzie nie budownictwa (choć technikum budowlane ukończyłem), a pracujący w lotnictwie, posiadam widzenie przestrzenne czy inne atrybuty potrzebne czy to do oceny dokumentacji projektowej czy zwizualizowania sobie tego jak kilka kresek może wyglądać w realu. Po przesłaniu pomysłu do MZD, początkowo nie wykazali się zbytnim entuzjazmem i słyszałem „Panie Radny, zrealizujmy to, co mamy zaprojektowane”. Na tym kończyła się często dyskusja. Nie składałem broni i naprzemiennie przypominałem się zarówno Prezydentowi i MZD, że niewielkim kosztem można zrobić coś fajnego w Rzeszowie. Po kilku takich spotkaniach niektórych pracowników MZD przekonałem, natomiast mówili, że decyzja jest i tak po stronie Dyrektora naczelnego i Prezydenta. W 2024 roku po uzyskaniu mandatu radnego miasta, kontakty z jednostkami miejskimi i urzędnikami były coraz częstsze. Budowałem również relację z Prezydentem, którego zawsze uważałem za normalnego człowieka, umiejącego współpracować i otwartego na pomysły. W lipcu 2024 razem z Prezydentem przebywałem na targach lotniczych w UK, gdzie wielokrotnie przemieszczaliśmy się pieszo. Nieraz szliśmy obok różnych skrzyżowań, gdzie ronda wyglądały jak zwykłe namalowane czerwone kropki o średnicy nie większej niż 2m. Pokazywałem palcem i mówię: Patrz, Konrad, to działa. W czerwcu 2025 podobna sytuacja miała miejsce w Paryżu, również podczas pobytu na targach lotniczych. Myślę, że po tej delegacji przekonałem już Prezydenta, ponieważ spojrzenie na pomysł diametralnie się odwróciło oraz zacząłem otrzymywać wsparcie w temacie także od MZD. Najpierw w listopadzie 2025 spotkaliśmy się przy szkole oraz przy kościele, żeby zobaczyć w terenie zarówno na ruch samochodów i pokazać jakby to wyglądało, następnie pojawiły się projekty organizacji ruchu.
W dalszym kroku była już kilkukrotna próba wyłonienia wykonawcy. Finalnie zgłosił się jeden. Cena za oba ronda to 84 tys. Nie jest to wielka kwota patrząc na to, że mamy załatwione dwa skrzyżowania. Patrząc realnie koszt wykonania jednego przy szkole wg typowego zalożenia, to kwota w okolicach 4 mln, więc rząd wielkości, więc za 1% kwoty mamy substytut, którego zasada działania jest identyczna.
Od uruchomienia minirond minęło już trochę czasu. Jakie sygnały otrzymuje Pan od mieszkańców? Czy rzeczywiście udało się poprawić płynność ruchu i czy dysponuje Pan już pierwszymi danymi potwierdzającymi skuteczność tego rozwiązania?
- Zaraz po montażu rond tj. 13 czerwca, opinie były bardzo zróżnicowane. Od tych zachwalających pomysł, po te które mieszały go z błotem. W moim przekonaniu to normalne zjawisko, zgodnie z zasadą 20-60-20, gdzie 20 oznacza [%] opinii skrajnych. Jesteśmy na etapie ich ciągłego testowania. Poprosiłem również o statystyki ilości samochodów na skrzyżowaniu przy szkole 17.04 (25997), 22.05 (25926), 15.06 (25115), 22.06 (24375). Ruch w tych okresach był porównywalny, natomiast nastąpiła wizualna poprawa przepustowości samochodów. Przestała obowiązaywać zasada sekwencyjnego ruchu samochodów, więc samochody przestały stać.
Wspomina Pan, że to dopiero początek zmian. Gdzie w Rzeszowie, Pana zdaniem, podobne rozwiązania mogłyby zostać zastosowane w następnej kolejności? Czy są już prowadzone rozmowy z Miejskim Zarządem Dróg w tej sprawie?
- Zaraz po zamontowaniu ronda przy kościele, zrobiłem jesgo pomiary taśmą mierniczą i przeniosłem wymiary na skrzyżowaniu przy parku. Tam początkowo nie było mowy o takim rondzie z uwagi na świeżo oddaną dokumentację na rondo hybrydowe (połączenie klasycznego z turbinowym). Poza tym była mowa, że tam nie zmieści się takie małe rondo z uwagi na wielkość skrzyżowania. Po pomiarach okazało się, że rondo jest wykonalne. W tym celu napisałem pismo do MZD o wykonanie także takiego mini ronda, z zastrzeżeniem, że po wykonaniu docelowego, to istniejące będzie można przenieść w inne miejsce. Wizualizując poniższe posiłkowałem się już istniejącym projektem organizacji dla poprzednich rond.
Kolejnym skrzyżowaniem o jakie zawnioskowałem tym samym pismem jest skrzyżowanie ul. Litweskiej - Leszka Czarnego – Zygmunta I Starego.
Spływają do mnie informacje, że w mieście podoba się to rozwiązanie i kolejne osiedla zwracają się do MZD o ich montaż. Także mam satysfakcję z tego, że relatywnie niskim kosztem można przeprowadzić spore usprawnienia na rzeszowskich drogach. Tu warto wspomnieć, że im więcej rond, tym mniej sygnalizacji świetlnych, którch utrzymanie również drenuje budżet miasta rokrocznie.
Od lat jest Pan związany ze Słociną – najpierw jako radny osiedla, dziś także jako radny miasta. Jakie są obecnie trzy najważniejsze problemy mieszkańców Słociny, które wymagają pilnego rozwiązania?
- Ze Słociną jestem związany od urodzenia. Mieszkam już w trzecim miejscu, ale cały czas na tym samym osiedlu. Przez całe te lata poznałem spoleczność, historię, zwyczaje. Dodatkowo oprócz tej działalności współtworzę stronę na fb „Osiedle Słocina”, gdzie wraz z koleżanką przytaczamy fakty z życia Słociny. Tej jako wieś i jako część miasta (od roku 2006). Pamiętam doskonale rok włączenia do granic Rzeszowa, gdzie pierwszym „wow !” było to, że lampy uliczne nie były wyłączane od godz. 23 a zaczęły świecić całą noc. W 2007 roku rozpoczęła się równoległa rozbudowa ulic Słocińskiej oraz Św. Rocha i przejść się w końcu po chodzniku to było coś. Zawsze byłem gdzieś obecny w życiu naszej społeczności. Po namowie koleżanki kandydowałem do Rady Osiedla w 2019 i od tego czasu życie nabrało sporego rozpędu. Do dziś nie zwalniam, bo widzę ile jest jeszcze do zrobienia. Staram się wraz z członkami czy to poprzedniej kadencji rady osiedla czy obecnymi cały czas wnioskować o te potrzeby, które mamy. Non stop oscylują one wokół infratruktury drogowej. Dziś Słocina do prawie 9500 mieszkańców. Zestawiając to z rokiem przyłączenia do granic miasta to przyrost o ponad 100% (4655 mieszkańców w 2006 r). Już 10 lat temu, kiedy było 6500 mieszkańców zauważyliśmy wyraźny wzrost ilości samochodów i problemów z zakorkowanym osiedlem. Składane były wnioski o budowę nowych połączeń drogowych. Dziś jednym z naszych sukcesów jest partycypacja w nowootwartym łączniku Armii Krajowej – Wieniawskiego, który pomógł wyprowadzić ruch dla kierowców z Zalesia, którzy również korzystali z dróg na naszym osiedlu. To także niemałe ułatwienie dla wybrania alternaywnego wjazdu/wyjazdu ze Słociny. Nie zatrzymujemy się na tym. Wnoskowaliśmy i nadal to podtrzymujemy o budowę połączenia ul. Słocińskiej z Olbrachta (na nasz wniosek MZD przygotował koncepcję)
Kolejną inwestycją byłaby realizacja łącznika od ul. Św. Rocha do Wieniawskiego. Z innych teamtów, mieszkańcy zgłaszają o rozbudowę szkoły. Problem również występuje z brakiem chodników np. na ul. Św. Marcina oraz to co jest bardzo istotne a nie może w końcu doczekać się realizacji czyli budowa strażnicy dla OSP Rzeszów – Słocina, która (co bardzo istotne) ma bardzo wysoki współczynnik wyjzadów ratowniczych.
W ostatnich tygodniach podczas sesji Rady Miasta klub Razem dla Rzeszowa nie udzielił prezydentowi wotum zaufania ani absolutorium, choć jednocześnie była niekiedy podkreślana dobra współpracę z Konradem Fijołkiem przy wielu projektach. Czy jest tutaj pewien niezrozumiały paradoks?
- Klub Razem dla Rzeszowa składa się z czterech radnych. Jesteśmy osobami, które bardzo się różnią, ale zgadzamy się w jednym, że rozwój miasta powinien współgrać z możliwościami w wydatkowaniu pieniędzy. Część z nas wzięło za kierunek sprawowania mandatu, że należy patrzeć na co pieniądze są wydawane i przede wszystkim jak są wydawane. Wg uosg nadrzędnym celem radnego miasta jest wlaśnie kontola działań prezydenta. Kluba składa się z ekonomisty (Jacek), pracownika banku (Ela), inżynier projektów w automotive (Michał) i inżynier produkcji (Ja). Potrafimy operować na liczbach i analizach. Staramy się przekazywać nasz punkt widzenia za pomocą danych, ale danych, które nie wymyślamy sami, a są nam dostarczane czy prezentowane publicznie przez miasto. My je jedynie agregujemy, obrabiamy i pokazujemy wzbudzając często mieszane dyskusje. Podejrzewam, że to jest pierwszy raz, kiedy w Radzie Miasta tak uważnie patrzy się na funkcjonowanie urzędu. Zwykle słyszymy od osób, które w radzie zasiadają już którąś kadencję, że manipulujemy danymi. Prawda jednak jest taka, że te osoby są nauczone i przyzwyczajone do innego trybu funkcjonowania, tzn. tak byli nauczeni przez poprzedniego prezydenta. Nie spotkaliśmy się jeszcze od początku tej kadencji, żeby ktoś inny niż nasz klub wziął na tapet jakieś dane liczbowe i omówił je. Nieudzielenie absolutorium wynikało z przeprowadzonej analizy WPF i raportów finansowych. W przeciwieństwie do wotum zaufania tu nie było politycznej decyzji, a opartej na danych. Wotum zaufania to inna kwestia. Na nią złożyło się kilka kwestii, chociaż ja jako przewodniczący klubu przedstawiałem stanowisko naszej czwórki oraz tego jak nasi wyborcy widzą to wszystko. Mówiąc w swoim imieniu mnie najbardziej obruszyły grafiki zaprezentowane po głosowaniu za budżetem na 2026 r, gdzie odzew był różny. Ja przyznam się, że zgodnie z zasadą, że miecz ma dwa końce odwzajemniłem się głosem na czerwono właśnie za tamten incydent. Nie ma to związku z codzienną współpracą z Prezydentem, ponieważ zarówno po sesji budżetowej czy obecnie współpraca istenieje. Wielokrotnie również można było nas zobaczyć na wspólnych fotografiach czy to na stronie Prezydenta czy publikowanych przeze mnie artykułów. Czasem owocna współpraca napotyka zgrzyty na swojej drodze. Myślę, że każdy z nas chce dobra dla miasta, tyle, że możemy to widzieć inaczej.
W jednym ze swoich wpisów zwrócił Pan uwagę na brak transparentności przy takich inwestycjach jak Biblioteka Nowa, aquapark czy sprawa działki dla PCLA. Co, Pana zdaniem, powinno zmienić się w sposobie zarządzania miastem, aby podobne kontrowersje nie pojawiały się w przyszłości?
- Głównym zarzutem jest to, że o części planów dowiadujemy się z mediów lub z dokumentów, które sami „wyszarpiemy”. Widziałbym, żeby w samorządzie nie było znaczących kontrastów pomiędzy opozycją a rządzącymi. Żeby kohabitacja zamieniła się w synergię i nastąpiła realna współpraca pomiędzy radnymi i władzami miasta. W przeciwieństwie do sejmu, gdzie 460 posłów reprezentuje różne regiony Polski, tutaj wszyscy jesteśmy z Rzeszowa. Przykre to jest, kiedy patrzy się na radę miasta i tutaj również wplata się element polityki partyjnej a podział na obozy jest tak widoczny.
Coraz częściej pojawiają się głosy o potrzebie zmian w funkcjonowaniu ratusza, a w przestrzeni publicznej przewija się również temat referendum w sprawie prezydenta. Jak Pan ocenia obecną sytuację polityczną w Rzeszowie? Czy referendum byłoby dziś dobrym rozwiązaniem, czy raczej należałoby skupić się na poprawie współpracy między radą a władzami miasta?
- Z pewnością ja osobiście stawiam na współpracę. Stowarzyszenie „Razem dla Rzeszowa”, z którego wywodzę się, za cel postawiło pomoc i wsparcie obywatelom miasta. Nie jesteśmy z zasady jakimś tam obozem, któremu przypisuje się łatkę opozycji czy przystawką pewnej partii. Wsparcie obywateli powinno iść w parze ze współpracą z władzami miasta, którzy to mają głos decydujący przy inwestycjach. Nawet jeśli czasem niektórym jest nie po drodze. Działa to również w drugą stronę, gdzie władze miasta powinny spojrzeć na nas jako partnerów a nie „szkodników”. Miasto i mieszkańcy już sporo wycierpieli się przez lata przez szarże deweloperów. Stowarzyszenie właśnie składa się w większości osób, którzy zostali poszkodowani przez deweloperów, stąd misja, żeby to obywatele mieli głos przy współtworzeniu miasta a nie biznes deweloperski. Referendum jest pewnym narzędziem, które daje głos obywatelom, by wypowiedzieli się i tym samym ocenili efektywność władzy. W Polsce widzimy przykłady zastosowania tego mechanizmu. Osobiście jestem sceptyczny dla tego rozwiązania. Pomimo, że podpisałem się pod wnioskiem referendalnym, nie czuję tego w sobie, że ten sposób pomoże w poprawie zarządania w naszym mieście. Owszem, są popełniane pewne fakapy, natomiast inwestycje również muszą być realizowane. Pomimo, że procedura referendalna ruszyła, czas pokaże w jaki sposób będzie to się rozwijać i jakie będą dalsze decyzje.
Wielokrotnie podkreśla Pan, że skupia się przede wszystkim na sprawach „przyziemnych”, czyli codziennych problemach mieszkańców. Czy uważa Pan, że właśnie od takich, często niewielkich inwestycji i zmian organizacji ruchu zaczyna się skuteczny samorząd?
- Ustawodawca wyraźnie definiuje zasady funkcjonowania i obowiązki radnego gminy. Ale oprócz zadań kontrolnych, obowiązkiem radnego jest również utrzymywanie więzi z mieszkańcami i wsparcie w staraniach o inwestycje lub pomoc w rozwiązywaniu problemów. Ja akurat postawiłem na to drugie. Wywodzę się ze społeczności lokalnej, więc przez lata wyrobiłem sobie pewien styl pracy i działania. Więc zajmuję się tym, na czym znam się nalepiej. Ja to określiłem jako przyziemne sprawy. Dla mnie wartością dodaną jest staranie się o realizację chodnika czy budowa drogi niż prowadzenie kontroli. Wiem po prostu czego oczekują ode mnie wyborcy i dlaczego zostałem wybrany do rady miasta. Realizuję mandat tak, jak potrafię.
Gdyby miał Pan wskazać trzy cele, które chciałby zrealizować jeszcze w tej kadencji Rady Miasta, jakie byłyby to projekty? Czy dotyczą wyłącznie Słociny, czy również całego Rzeszowa?
- 1. Budowa brakującego chodnika na ul. Załęskiej (od Rzecha do ZK), 2. Budowa połączenia ul. Słocińskej – Olbrachta, 3. Połączenie ul. Sieciecha z ul. Lwowską (przez Bałtycką). 4. Budowa OSP Rzeszów – Słocina 5. Stworzenie Zespołu Żłobkowo-Przedszkolnego na osiedlu Wilkowyja.
Komentarze (0)