Kliniczny Szpital Wojewódzki przy ulicy Lwowskiej to jedno z najbardziej obleganych miejsc w Rzeszowie. Każdego dnia przewijają się tu tysiące osób – od personelu medycznego, po pacjentów i ich rodziny. Niestety, ogromnemu natężeniu ruchu towarzyszy lekceważenie przepisów. Mimo wyraźnego oznakowania, wielu kierowców nagminnie łamie przepisy, wjeżdżając „pod prąd”. Taka brawura nie tylko utrudnia przejazd innym, ale przede wszystkim stwarza realne zagrożenie w miejscu, gdzie każda sekunda dojazdu karetki może być na wagę złota.
Wjazd "pod zakaz" i jazda pod prąd
Problem dotyczy odcinka ulicy Zenitowej, który dla wielu kierowców jest kluczowym łącznikiem z obwodnicą. Choć organizacja ruchu jest tu jasna – przejazd od strony wschodniej odbywa się płynnie w jednym kierunku – to sytuacja zmienia się przy wyjeździe na aleję Armii Krajowej. Mimo wyraźnie ustawionego znaku „zakaz wjazdu”, niektórzy kierowcy decydują się na skrajnie niebezpieczny manewr i wjeżdżają w ulicę Zenitową pod prąd. To ignorowanie przepisów przy samym węźle z obwodnicą stwarza ogromne ryzyko czołowego zderzenia.
Dlaczego kierowcy decydują się na tak ryzykowny manewr?
Najczęściej górę bierze pośpiech i chęć znalezienia drogowego skrótu, by uniknąć korków na głównej arterii przy szpitalu. Dla wielu osób zakaz wjazdu staje się jedynie sugestią, gdy w grę wchodzi zaoszczędzenie kilku minut w drodze do domu. Niestety, ta pozorna oszczędność czasu to skrajna nieodpowiedzialność, która zmusza kierowców jadących prawidłowo do gwałtownego hamowania i stwarza ryzyko wypadku w miejscu, gdzie ruch pieszych i karetek jest największy.
Kontrole policji
Mieszkańcy informują, że sytuacja na ulicy Zenitowej jest monitorowana przez służby, a patrole policji pojawiają się tam coraz częściej. Funkcjonariusze reagują na liczne zgłoszenia dotyczące ignorowania znaku zakazu wjazdu. Mundurowi nie stosują taryfy ulgowej wobec osób wybierających jazdę pod prąd
Komentarze (0)