Rzeszowskie Juwenalia 2026 przeszły do historii jako święto muzyki, energii i tysięcy bawiących się studentów. Jednak gdy umilkły ostatnie basy na scenie, mieszkańcy okolic Politechniki Rzeszowskiej zderzyli się z brutalną rzeczywistością. Dla jednych była to noc życia, dla innych – prawdziwy poranny koszmar. krajobraz po wielkiej zabawie to nie tylko wspomnienia świetnych koncertów, ale także tony śmieci, porozrzucane butelki po alkoholu i osiedla kompletnie sparaliżowane przez nielegalnie zaparkowane samochody.
Brak miejsc parkingowych
Mieszkańcy osiedla Piastów oraz sąsiedniego osiedla Architektów mówią wprost: to był komunikacyjny paraliż. W dniach 8 i 9 maja, kiedy juwenaliowa gorączka sięgała zenitu, znalezienie wolnego miejsca parkingowego graniczyło z cudem. Kierowcy, szukając darmowego postoju jak najbliżej terenu imprezy, wykazali się skrajną kreatywnością i brakiem wyobraźni. Samochody zastawiały nie tylko chodniki i wjazdy, ale masowo niszczyły osiedlową zieleń, parkując na trawnikach. Szczytem bezmyślności okazało się zajęcie... boiska do koszykówki, które na dwa dni zamieniło się w prowizoryczny parking.
To, co działo się u nas na osiedlu 8 i 9 maja, przechodzi ludzkie pojęcie. wracam z pracy i nie mam gdzie postawić auta, bo każdy skrawek chodnika jest zajęty
- przekazuje mieszkaniec tej okolicy
Wysypisko śmieci
To, co po zakończeniu zabawy zastali mieszkańcy, przechodzi ludzkie pojęcie. Okolica miasteczka akademickiego, wzdłuż alei Powstańców Warszawy i wszystkich bocznych uliczek, przypomina krajobraz po bitwie. Pobojowisko to mało powiedziane – osiedla Piastów i Architektów dosłownie toną w odpadach. Trawniki, które jeszcze kilka dni temu cieszyły oko zielenią, teraz są usiane butelkami po mocnym alkoholu, puszkami i charakterystycznymi papierowymi torbami z fast foodów. Wygląda to po prostu fatalnie. Na oficjalnym profilu resteuracji "Nobo" pojawiło się nagranie ukazaujące okropny, poimprezowy krajobraz.
NAGRANIE WIDEO
"Okropny hałas"
Mieszkańcy przyległych osiedli przyznają, że dźwięki dobiegające ze sceny są wpisane w charakter tak dużej imprezy i można je zaakceptować. Prawdziwym problemem nie były jednak same koncerty, lecz to, co działo się między blokami. Po zakończeniu występów na osiedlowe uliczki wylewały się głośne grupy osób, które pod oknami mieszkańców urządzały sobie własne, nocne „dogrywki”. Krzyki, głośne śpiewy i spożywanie alkoholu w bramach czy na placach zabaw trwały do białego rana, uniemożliwiając lokatorom jakikolwiek wypoczynek.
Komentarze (0)