Były oficjalne uroczystości, konkurs wieńców, występy artystyczne, stoiska kół gospodyń wiejskich oraz przede wszystkim spotkanie mieszkańców i przyjezdnych przy okazji święta plonów. Jak to wszystko wyglądało z perspektywy osób, które na co dzień mieszkają w Tryńczy?
Dla nas to naprawdę było coś wyjątkowego. Człowiek na co dzień żyje tutaj swoim rytmem, zna te same ulice, sklepy, sąsiadów, a nagle pojawiło się mnóstwo ludzi i całe wydarzenie, o którym mówiła później cała Polska. Byliśmy ciekawi, jak to wszystko będzie wyglądało
- mówi jedna z mieszkanek Tryńczy.
Samo wydarzenie było widoczne w miejscowości już wcześniej. Przygotowania do przyjęcia dużej liczby gości wymagały odpowiedniego zagospodarowania terenu i organizacji ruchu. Pojawiły się dodatkowe oznaczenia, miejsca dla samochodów i przestrzenie przygotowane z myślą o uczestnikach uroczystości. Dla mieszkańców oznaczało to, że na kilka dni ich najbliższe otoczenie zmieniło się nie do poznania.
Było widać, że to nie są zwykłe dożynki. Przygotowania trwały, pojawiały się różne rzeczy, których wcześniej tutaj nie było. Człowiek przejeżdżał czy przechodził i cały czas coś się działo. Można było poczuć, że zbliża się duża impreza
- opowiada mieszkaniec Tryńczy.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów całego wydarzenia były oczywiście wieńce dożynkowe. Do Tryńczy przyjechały grupy reprezentujące województwa z całej Polski. Przywiezione przez nich prace zachwycały różnorodnością. Obok klasycznych koron pojawiły się między innymi konstrukcje przedstawiające budynki, przedmioty związane z codziennym życiem, symbole religijne czy elementy charakterystyczne dla poszczególnych regionów.
Wieńce zrobiły na mnie chyba największe wrażenie. Człowiek wie, że przygotowanie takiego wieńca wymaga pracy, ale dopiero kiedy zobaczy się ich kilkadziesiąt w jednym miejscu, można sobie uświadomić, ile czasu i pomysłów musiało to kosztować. Niektóre wyglądały jak prawdziwe dzieła sztuki. No proszę spojrzeć na tą słowiankę! Przepiękna!
- mówi kolejna mieszkanka.
Ważną częścią wydarzenia były także stoiska przygotowane przez koła gospodyń wiejskich. Można było na nich zobaczyć lokalne produkty, tradycyjne potrawy, wypieki i różnego rodzaju wyroby charakterystyczne dla poszczególnych miejscowości. Dla wielu mieszkańców była to okazja nie tylko do spróbowania nowych smaków, ale także do rozmowy z osobami przyjeżdżającymi z innych części regionu i kraju.
Bardzo podobało mi się właśnie to, że nie wszystko kręciło się wokół oficjalnych uroczystości. Można było normalnie pochodzić między stoiskami, zobaczyć, co przygotowały poszczególne koła, porozmawiać z ludźmi. Było dużo jedzenia, ale też dużo tradycji i takich rzeczy, które pokazują, jak różne są nasze miejscowości
- zauważa mieszkanka Tryńczy.
Dla lokalnej społeczności ważny był także sam fakt, że to właśnie Tryńcza została gospodarzem Dożynek Prezydenckich. Tak duże wydarzenie oznaczało obecność przedstawicieli władz, służb, dziennikarzy i gości z całego kraju. W niedzielę na miejscu pojawiła się również Para Prezydencka. Odbyła się uroczysta Msza Święta, ceremoniał dożynkowy oraz wręczenie wyróżnień grupom wieńcowym.
Nigdy bym nie powiedziała, że będziemy mieli okazję oglądać coś takiego praktycznie pod domem. Oczywiście można było zobaczyć wszystko w telewizji, ale co innego być na miejscu. Dla Tryńczy to jest jednak wydarzenie historyczne i myślę, że mieszkańcy będą o tym długo pamiętać
- mówi jedna z mieszkanek.
Nie wszyscy patrzyli jednak wyłącznie na uroczystą stronę wydarzenia. Tak duża impreza oznaczała również więcej samochodów, większy ruch i tłumy osób, z którymi trzeba było się liczyć. Dla części mieszkańców był to po prostu nietypowy weekend, wymagający większej cierpliwości.
Było zdecydowanie więcej ludzi niż zwykle. Momentami trudno było się przebić samochodem, ale trudno się dziwić, skoro przyjechało tutaj tyle osób. Jeśli już mamy organizować takie wydarzenie, to wiadomo, że trzeba się liczyć z pewnymi niedogodnościami
- mówi mieszkaniec.
Inni podkreślają jednak, że ciekawość zdecydowanie przeważała nad niedogodnościami. Wielu mieszkańców chciało zobaczyć, jak wygląda wydarzenie tej rangi od środka i co przygotowano dla uczestników.
Wcześniej zastanawialiśmy się, jak to będzie wyglądać. Czy będzie bardzo oficjalnie, czy mieszkańcy będą mogli normalnie uczestniczyć. Ostatecznie można było przyjść, zobaczyć wieńce, stoiska, posłuchać występów. Dla nas to była po prostu ciekawa odmiana
- ocenia kolejny mieszkaniec.
Dożynki były też okazją do zaprezentowania samej Tryńczy i okolic. Przez dwa dni miejscowość znalazła się w centrum uwagi osób, które wcześniej być może nigdy tutaj nie były. Dla lokalnych mieszkańców mogło być to powodem do satysfakcji.
Dobrze, że pokazano Tryńczę z takiej strony. Często mówi się o dużych miastach, a przecież tutaj też są ludzie, którzy mają swoje tradycje, gospodarstwa, koła gospodyń i lokalne inicjatywy no i przede wszystkim to tutaj jest tyle terenów rolniczych. Trafne miejsce na taką imprezę. Fajnie było zobaczyć, że na te dwa dni wszyscy przyjechali właśnie tutaj
- mówi mieszkanka.
Teraz, gdy Dożynki Prezydenckie dobiegły końca, Tryńcza powoli wraca do swojego codziennego rytmu. Znikną dodatkowe oznaczenia, rozjadą się goście, a mieszkańcy ponownie będą spotykać przede wszystkim swoich sąsiadów. Zostaną jednak wspomnienia, zdjęcia i poczucie, że przez jeden weekend ich miejscowość stała się miejscem wyjątkowego wydarzenia.
Na pewno będziemy o tym jeszcze długo rozmawiać. Dla nas to nie był zwykły weekend. Można mieć różne opinie, ale trzeba przyznać, że zobaczyć takie wydarzenie u siebie to naprawdę ciekawe doświadczenie
- podsumowuje jeden z mieszkańców Tryńczy.
Komentarze (0)