9 marca, huk rozrywanej blachy i uderzenie w słup energetyczny wyrwały mieszkańców ulicy Beskidzkiej w Rzeszowie z południowego spokoju. Widok Opla leżącego na boku pośrodku prywatnego ogrodu był jednak tylko wstępem do tego, co ustalili wezwani na miejsce policjanci. Choć bilans strat materialnych jest ogromny, to prawdziwa przyczyna tego "rajdu" i stan, w jakim znajdował się 47-letni kierowca, budzą największe oburzenie.
Po godz. 12, dyżurny miejski otrzymał zgłoszenie o zdarzeniu drogowym na ulicy Beskidzkiej
- przekazuje KMP Rzeszów.
Przybyli na ulicę Beskidzką funkcjonariusze dokonali na miejscu wizji lokalnej, która w pełni potwierdziła treść otrzymanego wcześniej komunikatu. Ich oczom ukazał się krajobraz po wypadku: doszczętnie zniszczone ogrodzenie prywatnej działki, a tuż obok niego – wywrócony na bok samochód marki Opel. W bezpośrednim sąsiedztwie wraku przebywał 47-letni mężczyzna, który w chwili zdarzenia siedział za kierownicą pojazdu.
Policjanci szybko ustalili prawdopodobną przyczynę zdarzenia, po sprawdzeniu kierującego na alkohol
- wyjaśnia rzeszowska policja.
Przybyli na ulicę Beskidzką funkcjonariusze dokonali na miejscu wizji lokalnej, która w pełni potwierdziła treść otrzymanego wcześniej komunikatu. Ich oczom ukazał się krajobraz po wypadku: doszczętnie zniszczone ogrodzenie prywatnej działki, a tuż obok niego – wywrócony na bok samochód marki Opel. W bezpośrednim sąsiedztwie wraku przebywał 47-letni mężczyzna, który w chwili zdarzenia siedział za kierownicą pojazdu
Komentarze (0)