Październikowa aura nie wybacza błędów na jezdni. Szybko zapadający zmrok, gęste mgły oraz opady deszczu drastycznie pogarszają widoczność. Jak przekazują funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, w takich warunkach granica między bezpieczeństwem a tragedią często sprowadza się do prostego nawyku – noszenia odblasków.
Jesień to okres, w którym piesi stają się na drogach wyjątkowo narażeni na niebezpieczeństwo. Zwykły, ciemny płaszcz lub kurtka sprawiają, że człowiek idący poboczem stapia się z otoczeniem. W światłach mijania kierowca dostrzega nieoświetlonego pieszego z odległości zaledwie 20–30 metrów. Przy prędkości 90 km/h to zaledwie ułamek sekundy na reakcję – zdecydowanie za mało, by wyhamować lub bezpiecznie ominąć przeszkodę.
Sto metrów, które robi różnicę. Wyliczenia rzeszowskich policjantów
Rzeszowska drogówka zwraca uwagę na prostą matematykę, która ratuje zdrowie i życie. Wystarczy niewielka opaska, przypinka czy jaskrawa smycz, aby zasięg widoczności pieszego wzrósł nawet do 100 metrów.
Taka różnica daje kierowcy cenny czas na ocenę sytuacji, redukcję prędkości i wykonanie bezpiecznego manewru. To dystans, który w praktyce decyduje o tym, czy pieszy bezpiecznie dotrze do celu.
Materiał wideo
Co mówią przepisy, a co podpowiada rozsądek?
Mundurowi przypominają o twardych wymogach prawnych. Każdy pieszy poruszający się po zmierzchu drogą poza obszarem zabudowanym ma ustawowy obowiązek używania elementów odblaskowych w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu. Przepis ten nie dotyczy jedynie odcinków przeznaczonych wyłącznie dla pieszych lub wyposażonych w chodnik.
Policjanci apelują jednak, by nie ograniczać się wyłącznie do wymogów litery prawa. Miejskie ulice, nieoświetlone przejścia czy osiedlowe uliczki bywają równie niebezpieczne. Odblask przymocowany na wysokości kolan lub nadgarstka, niezasłonięty torbą ani szalikiem, to najprostsza i najtańsza polisa na życie.
Komentarze (0)