Jeszcze kilka miesięcy temu wielu kierowców liczyło, że po zakończeniu programu promocyjnego „Ceny Paliwa Niżej” ceny na stacjach utrzymają się na umiarkowanym poziomie. Tak się jednak nie stało. Po zakończeniu akcji rabatowych stopniowo zaczęły rosnąć, a obecnie dodatkowym czynnikiem jest sytuacja geopolityczna.
Ile kosztuje paliwo w Rzeszowie?
We wtorek rano (21 lipca) na jednej z rzeszowskich stacji za litr benzyny Pb95 trzeba było zapłacić 7,39 zł, za Pb98 8,19 zł, olej napędowy kosztował 7,64 zł, premium diesel 7,94 zł, natomiast autogaz 3,66 zł za litr.
To poziomy, które wielu kierowcom przypominają okres największych podwyżek po wybuchu wojny w Ukrainie.
Konflikt na Bliskim Wschodzie ponownie wpływa na rynek
Od kilku tygodni sytuacja na Bliskim Wschodzie ponownie jest bardzo napięta. W ostatnich dniach doszło do kolejnych ataków związanych z konfliktem wokół Iranu, a inwestorzy obawiają się zakłóceń w dostawach ropy z regionu Zatoki Perskiej. Szczególne znaczenie ma Cieśnina Ormuz, przez którą transportowana jest znaczna część światowego eksportu ropy naftowej. Każde zagrożenie dla tego szlaku natychmiast odbija się na notowaniach surowca.
Notowania ropy Brent w ostatnich dniach wzrosły do około 89 dolarów za baryłkę, osiągając najwyższe poziomy od blisko miesiąca.
Wyższa cena ropy oznacza większe koszty zakupu paliw przez rafinerie, a to z pewnym opóźnieniem przekłada się również na ceny widoczne na pylonach polskich stacji.
Kierowcy nie mają wyboru
Na jednej z rzeszowskich stacji rozmawialiśmy z kierowcą, który właśnie tankował samochód.
Co możemy na to poradzić? Trzeba do pracy dojechać. Trzeba zatankować. Poza tym już powoli chyba możemy się przyzwyczaić do tych wysokich cen
– mówi.
Podobne opinie słychać od wielu kierowców. Dla osób codziennie dojeżdżających do pracy lub wykorzystujących samochód zawodowo nawet kilkadziesiąt groszy różnicy na litrze oznacza zauważalnie wyższe miesięczne wydatki.
Kolejny kryzys uderza w portfele
Ostatnie lata pokazują, że ceny paliw coraz częściej zależą od wydarzeń poza granicami Polski.
Najpierw ogromny wpływ miała pandemia COVID-19. Następnie wybuch wojny w Ukrainie spowodował gwałtowne wzrosty cen ropy i paliw, którym towarzyszyła wysoka inflacja. Gdy rynek zaczął się stopniowo stabilizować, pojawiło się kolejne źródło niepewności – napięcia na Bliskim Wschodzie i konflikt z udziałem Iranu.
To właśnie dlatego kierowcy coraz częściej mają poczucie, że okres taniego paliwa odszedł w przeszłość, a każda kolejna eskalacja konfliktów zbrojnych niemal natychmiast znajduje odzwierciedlenie w cenach przy dystrybutorach.
Co będzie dalej?
Eksperci są ostrożni w prognozach. Wiele zależy od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jeżeli napięcie będzie rosło lub dojdzie do kolejnych zakłóceń transportu ropy, ceny surowca mogą pozostać wysokie, a nawet wzrosnąć jeszcze bardziej. Z kolei ewentualna deeskalacja konfliktu mogłaby przynieść stopniowe uspokojenie rynku.
Na razie kierowcy muszą jednak liczyć się z tym, że tankowanie pozostanie kosztowne. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dniach trudno będzie liczyć na wyraźne obniżki cen na stacjach paliw.
Komentarze (0)