Choć Rzeszowianie kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń i mogli spokojnie prowadzić co najmniej dwoma golami, kibice przeżyli prawdziwy rollercoaster. W 24. minucie stuprocentową, niemal wymarzoną sytuację zmarnował Marvin Rittmüller, nie trafiając z ostrego kąta do pustej siatki. Chwilę później losy meczu mocno się skomplikowały – Mateusz Leniart zamiast w piłkę, dwukrotnie ostro potraktował rywala, przez co sędzia bez wahania pokazał mu czerwoną kartkę.
Od 36. minuty Stal musiała radzić sobie w tzw. „niedowadze”. Gra w dziesiątkę i wizja gry w osłabieniu przez ponad godzinę nie podłamała jednak podopiecznych Marka Zuba. Wręcz przeciwnie – w defensywie postawili prawdziwy mur i z trudnego wyzwania wywiązali się bezbłędnie. Obrona gości funkcjonowała tak perfekcyjnie, że gospodarze nie potrafili stworzyć sobie ani jednej czystej okazji, a swój pierwszy celny, choć bardzo lekki strzał po ziemi oddali dopiero w 68. minucie meczu. Losy tego pojedynku próbował przypieczętować niesamowicie aktywny Rittmüller. Niemiecki zawodnik dwoił się i troił na boisku – w tyłach grał bez zarzutu, a jednocześnie raz po raz napędzał groźne kontrataki Stali. Tego dnia brakowało mu jednak wyłącznie piłkarskiego farta w wykończeniu akcji.
W 63. i 65. minucie stanął przed kolejnymi szansami na zamknięcie meczu. Najpierw jego potężne uderzenie instynktownie, samą dłonią sparował Haluch, a dwie minuty później bramkarz Odry uratował swój zespół widowiskową, hokejową paradą, odbijając piłkę nogą. Mimo festiwalu zmarnowanych okazji i gry w osłabieniu, Stal Rzeszów dowiozła skromne, ale w pełni zasłużone prowadzenie do końcowego gwizdka, inkasując niezwykle cenny komplet punktów!
W ostatnich 20 minutach meczu Odra Opole rzuciła do ataku wszystkie siły i osiągnęła wyraźną przewagę. Stalowcy byli jednak tego dnia bezbłędnie zorganizowani – zawsze tam, gdzie wymagała tego sytuacja. W efekcie bramkarz Marek Kozioł miał wyjątkowo spokojny wieczór i do końcowego sukcesu dołożył najmniej, bo rywale po prostu nie potrafili go zatrudnić! Choć na wielkie brawa zasłużył absolutnie cały zespół, warto wyróżnić kilka kluczowych postaci. Dopóki siły były wyrównane, w formacji ofensywnej świetnie szalał Szymon Salamon, który po przerwie również zostawił na boisku serce. Prawdziwym herosem okazał się Ksawery Kukułka – młody defensor doznał urazu, ale zacisnął zęby i przez 10 minut ofiarnie walczył dla drużyny, zanim opuścił murawę.
Profesorską partię w destrukcji rozegrał Sean Goss, a reszta rzeszowskiej ekipy doskonale wiedziała, jak przetrwać ten napór. Ten wieczór na zawsze zapadnie też w pamięci Antoniego Perduty – 16-latek zaliczył debiut w seniorskiej piłce w warunkach gigantycznego stresu i potężnej boiskowej wojny. Oczywiście bohaterem numer jeden został Szymon Pukała. Nastolatek z Rzeszowa doczekał się swojego premierowego trafienia na zapleczu Ekstraklasy, i to w jakim stylu! W 30. minucie Marvin Rittmüller posłał miękką, mierzoną wrzutkę w pole karne. Pukała idealnie zamknął akcję na 8. metrze, wyszedł w górę i obracając się wokół własnej osi – tyłem do bramki – oddał genialny strzał. Cała sytuacja działa się w gąszczu nóg, przy rozpaczliwie interweniującym stoperze Odry.
Odra Opole – Stal Rzeszów 0:1 (0:1)
Bramka: 0:1 Pukała 16.
Odra Opole: Haluch – Pingot (84. Scalet), Piroch, Pochcioł (69. Miloś), Spychała (61. Kupczyk) – Biedrzycki, Gajda, Liber – Feliks, Gieroba (61. Spaćil), Szysz. Trener: Łukasz Tomczyk.
Stal Rzeszów: Kozioł – Thiede, Kaczor, Krasowskij, Kukułka (82. Perduta) – Pukała (60. Masiak), Goss, Brzęk (60. Madej), Leniart, Rittmuller – Salamon (72. Musik). Trener: Marek Zub.
Sędziował: Horożaniecki (Żary).
Żółte kartki: Liber, Spychała, Spaćil, Piroch – Leniart, Kaczor, Kozioł.
Czerwona kartka: Leniart. Widzów: 4857.
Komentarze (0)