Miasto, które patrzyło w stronę rzeki
Ulanowski rynek jest zaskakująco duży jak na miasteczko liczące dziś około 1,5 tysiąca mieszkańców. Wytyczył go w 1616 roku Stanisław Ulina Uliński, właściciel dóbr w Bielinach. Miejsce wybrał nieprzypadkowo – u podnóża wzgórza zwanego cyplem, gdzie łączą się San i Tanew.
W XVII wieku, gdy okolicę porastała Puszcza Sandomierska, rzeki były najpewniejszą drogą transportu. Przy ich zbiegu powstało targowisko, punkt przeładunkowy i miejsce napraw statków rzecznych. Uliński stworzył handlowe miasteczko z wielkim placem, przy którym osiedlali się kupcy. W podziemiach kamienic przechowywano towary, a z ulanowskimi piwnicami do dziś wiążą się opowieści o tajemniczym tunelu prowadzącym z rynku na cypel.
Budynek Muzeum Flisactwa Polskiego w Ulanowie. Fot. T. Pawęzka
Położenie miasta sprawiało, że Ulanów przez stulecia patrzył przede wszystkim w stronę rzeki. San nie był tu tylko granicą krajobrazu, ale codzienną drogą pracy, handlu i kontaktu ze światem. Z okolicznych lasów zwożono drewno, na brzegu kompletowano spław, a przy rynku załatwiano sprawy kupieckie. Mieszkańcy wiedzieli, kiedy rzeka przybiera, gdzie nurt jest zdradliwy i które miejsca trzeba omijać po ulewach. Ta praktyczna wiedza przechodziła z pokolenia na pokolenie, zanim jeszcze trafiła do cechowych zasad i rodzinnych opowieści.
100 metrów puszczańskiego drewna i siła ludzkich mięśni
W pierwszej sali muzeum stoją modele galarów, miniatury tratw i fotografie dokumentujące spław. Podstawą transportu była tratwa z puszczańskiego drewna. Pnie łączono w tafle, a z nich budowano konstrukcje długie zwykle na 80–100 metrów. Drewno płynęło Sanem i Wisłą do Gdańska, skąd trafiało m.in. do państw północno-zachodniej Europy.
Tratwy nie miały silników. Sterowano nimi siłą mięśni, za pomocą potężnych, dziesięciometrowych wioseł zwanych drygawkami. Na przodzie (czyli głowie tratwy) oraz na rufie pracowali doświadczeni flisacy. Elastyczna konstrukcja wyginała się na zakolach rzeki, a przesunięcie ton drewna wymagało ogromnej siły i precyzji. Dzień pracy trwał od świtu do zmierzchu, a błąd mógł skończyć się uszkodzeniem mostu lub utratą ładunku.
Makiety galaru i tratwy. Muzeum Flisactwa Polskiego w Ulanowie. Fot. T. Pawęzka
W muzealnych opowieściach Bartłomieja Pucko szczególnie mocno wybrzmiewa fizyczny wymiar tej pracy. Flisak przez wiele tygodni żył na wodzie, spał w prowizorycznej budzie, jadł proste posiłki i niemal bez przerwy obserwował nurt. Nie mógł pozwolić sobie na nieuwagę, bo rzeka zmieniała się po każdej burzy, po każdym spływie większej wody i przy każdym przesunięciu piasku na dnie.
Dlatego doświadczenie było równie ważne jak siła. Starsi flisacy uczyli młodszych nie z podręczników, lecz podczas rejsów, pokazując, jak ustawić drygawkę, kiedy reagować na zakręt i jak odczytać pozornie spokojną powierzchnię wody.
Sztuka „czytania rzeki” i sekret śryków
Flisacy pływali w ryzach, czyli konwojach złożonych z dziesięciu, a czasem ponad dwudziestu tratw i galarów. Dowodził nimi retman – mistrz flisacki. Płynął 100–150 metrów przed ryzą małą łodzią (retmanką lub krypą) i wskazywał bezpieczny nurt. Musiał umieć „czytać rzekę”: rozpoznawać głębokość, mielizny, kamienie i zatopione pnie po zmarszczkach wody oraz prędkości nurtu. Szlak znaczył gałązkami wikliny. Ulanowski cech jako jedyny w Małopolsce kształcił takich specjalistów, dlatego kupcy dobrze im płacili.
Tratwy woziły towary odporne na wodę, a do przewozu zboża służył galar ulanowski – płaskodenna jednostka z identycznie skonstruowanym dzióbem i rufą. Mogła zabrać 20–30 ton ładunku, a największy opisany galar miał 8 metrów szerokości i 30 metrów długości.
Nocą flis przerywano, bo retman nie mógł bezpiecznie prowadzić ryzy. Zatrzymanie tratwy było jednak znacznie trudniejsze niż zakotwiczenie galaru. Zrzucenie tradycyjnej kotwicy mogłoby rozerwać drewnianą konstrukcję, dlatego używano hamulców zwanych w Ulanowie śrykami.
Załoga tratwy. Muzeum Flisactwa Polskiego w Ulanowie. Fot. T. Pawęzka
Były to potężne pale wbijane jednocześnie w otwory z przodu i z tyłu tratwy, a następnie klinowane w dnie rzeki. Praca była bardzo niebezpieczna: pal, który trafił na twardą przeszkodę, mógł odbić pod naporem płynących ton drewna. Z kolei płaskodenna budowa galarów pozwalała im pływać z dużym obciążeniem po płytkiej wodzie – przy dobrym rozłożeniu towaru zanurzały się zaledwie na 20–30 centymetrów.
Rzeka ukształtowała w Ulanowie odrębny styl życia, gwarę, obrzędy i zwyczaje, które etnografowie porównują z wyrazistością kultury góralskiej.
Codzienność Mieszczek Ulanowskich
Druga sala muzeum przypomina dawną izbę mieszkalną. Kustosz Bartłomiej Pucko zwraca uwagę na zebrane tu naczynia kamionkowe, obrazy religijne kupowane na odpustach i charakterystyczne, krótkie łóżko z wysokim zagłówkiem. Takie meble wiązały się z przesądem, że spanie całkiem na wznak sprowadza śmierć, dlatego układano się do snu w pozycji półsiedzącej.
Osobną częścią tej opowieści są kobiety – Mieszczki Ulanowskie. Gdy mężczyźni ruszali na rzekę, to one prowadziły gospodarstwa, pracowały w polu i utrzymywały domy. Dziś te tradycje kontynuuje stowarzyszenie Mieszczek Ulanowskich działające w przy Bractwie Flisackim pw. Św. Barbary w Ulanowie. Z kobiecej zaradności wyrósł też flisacki chleb ulanowski. Dodawane do ciasta skwarki z tłuszczem sprawiały, że pieczywo długo zachowywało świeżość i mogło służyć flisakom podczas wielotygodniowych wypraw.
W czasie gdy mężczyźni byli w drodze, miasteczko musiało funkcjonować bez nich. Kobiety pilnowały domowego budżetu, doglądały zwierząt, wychowywały dzieci i dbały o to, by po powrocie z wyprawy rodzina miała do czego wracać. W wielu domach rytm roku wyznaczały więc nie tylko święta kościelne i prace polowe, ale także terminy spławów. Wyjazd na wodę oznaczał zarobek, lecz także niepewność: zależność od pogody, stanu rzeki i szczęśliwego powrotu. Ta codzienność tłumaczy, dlaczego kultura flisacka była tak silnie związana z religijnością, patronką św. Barbarą oraz zwyczajem wspólnego świętowania po zakończonej pracy.
Partnerem projektu jest Województwo Podkarpackie: www.podkarpackie.eu
Wielki powrót: Odrodzenie Bractwa
W kolejnej sali udokumentowano losy współczesnych flisaków. Tradycyjny transport rzeczny zaczął zanikać na przełomie XIX i XX wieku wraz z rozwojem kolei, która była szybsza i bezpieczniejsza. W dwudziestoleciu międzywojennym w Ulanowie pływano jeszcze na krótszych trasach, po II wojnie światowej spławiano pojedyncze tratwy do tartaków, a w latach 60. XX wieku flis zamarł całkowicie.
Wraz z nim ginęły unikalne umiejętności rzemieślnicze. Na szczęście w latach 90. mieszkańcy postanowili je odtworzyć i reaktywowali Bractwo Świętej Barbary. Pomógł im w tym Wincenty Pityński. Pod jego okiem powstała tradycyjna, 80-metrowa tratwa ze słomianymi budami, drygawkami i śrykami.
Członkowie bractwa chcieli nią popłynąć, lecz Pityński początkowo odmawiał nauki sterowania, ostrzegając przed brakiem doświadczenia i niebezpieczeństwami rzeki. Zgodził się tylko na krótki rejs od mostu na Sanie do ujścia Tanwi. Gdy załoga sprawnie wyhamowała wielką konstrukcję, retman uznał, że są gotowi.
W 1993 roku doprowadził tratwę aż do Gdańska. Pod Warszawą rejs co prawda zatrzymała policja wodna, ale po interwencji burmistrza Ulanowa jednostkę przeciągnięto przez stolicę holownikiem. Wyprawa wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów, a tratwa ostatecznie zacumowała na Motławie pod Żurawiem Gdańskim. Ten historyczny rejs stał się impulsem do odrodzenia flisackich tradycji w Ulanowie i zachętą dla podobnych środowisk nad Wisłą.
Dziś te doświadczenia nie wróciły już jako regularny transport, ale jako żywa pamięć. Bractwo, muzeum i lokalna społeczność pokazują, że tradycja może być czymś więcej niż zbiorem eksponatów. To także umiejętność nazwania dawnych narzędzi, odtworzenia konstrukcji tratwy, opowiedzenia dzieciom o pracy przodków i zaproszenia gości nad rzekę, która ukształtowała miasto. Dzięki temu Ulanów staje się miejscem, w którym można zobaczyć, jak z rzemiosła, ryzyka i wspólnotowej pracy powstała lokalna legenda.
Izba Retmana. Muzeum Flisactwa Polskiego w Ulanowie. Fot. T. Pawęzka
Izba Retmana: Świadectwo dobrobytu
Ostatnim pomieszczeniem muzeum jest Izba Retmana. Zgromadzono w niej meble z domów ulanowskich flisaków: pianino sprowadzone z Wiednia, szafy ze Lwowa i Krakowa oraz pamiątki po zamożnych gospodarzach. W domach retmańskich znajdowały się nawet oryginalne szafy gdańskie, dostępne zwykle tylko dla bogatych kupców, szlachty i ziemian.
Te przedmioty najlepiej pokazują skalę dawnych zarobków oraz znaczenie transportu rzecznego, który przez około trzysta lat zapewniał Ulanowowi dobrobyt. Dziś muzeum przypomina, że flis nie był tylko sposobem przewozu towarów, lecz prawdziwym fundamentem lokalnej tożsamości.
PODKAST KORSO: posłuchaj wywiadu z Bartłomiejem Pucko, kustoszem Muzeum Flisactwa Polskiego i Muzeum Rzeźby Andrzeja Pityńskiego w Ulanowie
- Rezerwat Las Klasztorny w Leżajsku Są takie miejsca, do których nie przyjeżdża się po jedną atrakcję. W Lesie Klasztornym ważniejsze od tego, co można zobaczyć, jest to, jak się idzie. Ścieżka, stare drzewa, cisza i świadomość, że ten las przez stulecia pozostawał związany z klasztorem (...)
- Rezerwat przyrody „Kołacznia” – Azalia Pontyjska Niespełna dziesięć arów lasu w przysiółku Kołacznia obok Nowej Sarzyny. Jedyne takie naturalne stanowisko w Polsce. Zapach czuć, zanim jeszcze zobaczy się kwiaty. (...)
- Muzeum Prowincji Ojców Bernardynów w Leżajsku Czasem wystarczy zejść po kilku stopniach, przejść chłodnym korytarzem i znaleźć się w miejscu, gdzie przedmioty sprzed kilkuset lat mówią same za siebie. W Leżajsku taka podróż prowadzi przez Muzeum Prowincji Ojców Bernardynów. To nie jest placówka, którą zwiedza się (...)
- Bazylika i klasztor Bernardynów w Leżajsku Barokowe wnętrza zachwycają mistrzowskim kunsztem, a w krużgankach słychać cichy szelest kroków i modlitwy ludzkich serc. Klasztor Ojców Bernardynów w Leżajsku to miejsce wyjątkowe na mapie Polski – tutaj sztuka wyższa spotyka się z cichą codziennością zakonnego życia. W rozmowie (...)
- Muzeum Rzeźby Andrzeja Pityńskiego w Ulanowie Wjeżdżając do Ulanowa – urokliwej stolicy polskiego flisactwa – łatwo minąć niepozorny budynek stojący w sąsiedztwie Portu Flisackiego i terenów rekreacyjnych. To właśnie tutaj mieści się Muzeum Rzeźby Andrzeja Pityńskiego. Przechowuje ono historię jednego z najważniejszych polskich twórców pomników monumentalnych: (...)
- Tanew i Roztocze – cisza pogranicza przyrodniczego Żyjemy w nieustannym biegu, szukając wytchnienia w głośnych kurortach, które często męczą bardziej niż codzienna praca. Tymczasem prawdziwy luksus kryje się w prostocie – na styku Roztocza, Puszczy Solskiej i doliny Tanwi. (...)
- Muzeum Flisactwa Polskiego w Ulanowie Bartłomiej Pucko, kustosz Muzeum Flisactwa Polskiego i Muzeum Rzeźby Andrzeja Pityńskiego w Ulanowie, oprowadza nas po ekspozycji mieszczącej się w drewnianym domu z 1865 roku. Budynek przypomina niewielki dworek: ma obszerne piwnice, wysokie poddasze, jasne izby i duże okna. (...)
- Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Barbary w Ulanowie - serce flisackiego miasta Są miejsca, które stają się symbolem miasta. W Ulanowie takim punktem od blisko czterech wieków pozostaje drewniany kościół pw. św. Jana Chrzciciela i św. Barbary. To tutaj krzyżowały się losy mieszkańców, flisaków i całych pokoleń rodzin żyjących nad Sanem. Świątynia (...)
- Spływ flisacki Sanem jako forma slow travel Rytmiczny plusk wody o burtę. Ciężkie, drewniane wiosło – drygawka – stawia opór w nurcie. Nad wodą unosi się poranna mgła, która powoli odsłania ściany lasów Puszczy Sandomierskiej. W powietrzu czuć charakterystyczny, ostry zapach jodu. Na pokładzie galaru czas zwalnia (...)
- Tradycje flisackie Ulanowa – opowieść o rzece San Kamil Chmielowski, cechmistrz Bractwa Flisackiego, opowiada o tradycji, która przeżywa renesans, oraz o tym, dlaczego w 2030 roku całe Podkarpacie może stać się stolicą flisackiego świata. (...)
Przydatne informacje
- Adres: ul. Rynek 5, 37-410 Ulanów, woj. podkarpackie
- Godziny otwarcia:
- Poniedziałek – Czwartek: 08:00 – 16:00
- Piątek: Zamknięte
- Sobota – Niedziela: 12:00 – 16:00 - Telefon kontaktowy: +48 784 125 787
- Ocena zwiedzających w Google: 4.8 / 5 gwiazdek
- Czas zwiedzania: Ok. 45–60 minut.
- Wskazówka turystyczna: warto połączyć wizytę w muzeum ze spacerem na cypel u zbiegu Sanu i Tanwi!
Komentarze (0)