Kiedy patrzymy na Wisłokostradę z oddali, widzimy przede wszystkim nowoczesną linię asfaltu, która pewnie przecina panoramę Rzeszowa. Ta inwestycja to jednak coś więcej niż tylko ułatwienie dla kierowców – to potężna konstrukcja, która stworzyła zupełnie nowe przestrzenie "poziom niżej". W cieniu estakad, z dala od szumu silników, wyłania się obraz inżynieryjnego kunsztu i zagospodarowania terenu, o którym wielu przejeżdżających górą mieszkańców nie ma pojęcia. Postanowiliśmy zejść z głównej trasy i sprawdzić, jak wygląda życie Wisłokostrady z perspektywy jej fundamentów.
Druga twarz Wisłokostrady. Zajrzeliśmy tam, gdzie nie sięga wzrok kierowców
Wisłokostrada bez wątpienia stała się nową wizytówką Rzeszowa, na stałe zmieniając krajobraz tej części miasta. Imponująca estakada nie tylko połączyła osiedla, ale stworzyła zupełnie nową perspektywę na rzeszowskie bulwary. Jednak to, co najciekawsze, kryje się pod jej betonowymi przęsłami. Zajrzeliśmy pod spód nowej arterii, by sprawdzić, co dzieje się w cieniu wielkiej inwestycji i jakie sekrety skrywa przestrzeń bezpośrednio nad brzegami Wisłoka.
Betonowy gigant w cieniu estakad
Patrząc na Wisłokostradę od dołu, można w pełni zrozumieć skalę operacji inżynieryjnej, jaką była jej budowa. Imponujące filary podtrzymują setki ton asfaltu i stali, tworząc geometryczny las, który ciągnie się wzdłuż rzeki. Przestrzeń pod drogą to obecnie królestwo betonu, które rzuca głęboki cień na nadrzeczne tereny, tworząc surowy, industrialny klimat.
Krajobraz po budowie i nadrzeczny spokój
Na zdjęciach widać, że teren pod estakadami wciąż nosi ślady obecności ciężkiego sprzętu. Rozjeżdżona ziemia i błoto przypominają o intensywności prac, jakie tu wykonano w ostatnich miesiącach. Jednak wystarczy odwrócić wzrok, by dostrzec interesujący kontrast. Z jednej strony mamy potężną, techniczną infrastrukturę, rury ciepłownicze i betonowe podpory, a z drugiej – naturalne zakole Wisłoka, które niezmiennie płynie tuż obok.
Co właściwie znajdziemy pod Wisłokostradą?
Dla postronnego obserwatora pod nową trasą nie ma nic nadzwyczajnego. To przestrzeń wypełniona technicznymi schodami, systemami odwodnienia i pasami ziemi, które czekają na ostateczne zagospodarowanie lub naturalną sukcesję roślinności. Jednak to właśnie ten brak oczywistych atrakcji tworzy unikalny charakter tego miejsca. To tutaj widać potęgę miejskiej architektury, która "unosi się" nad ziemią, zostawiając pod sobą pas surowej natury.
Dla jednych to tylko błoto i betonowe filary, dla innych – fascynujący dowód na to, jak bardzo zmieniliśmy dolinę Wisłoka, by ułatwić komunikację wewnątrz aglomeracji. Obraz spod Wisłokostrady to lekcja pokory wobec skali współczesnego budownictwa drogowego.
Komentarze (0)