Scenariusz jak z sensacyjnego filmu rozegrał się na drogach w Rakszawie, gdzie po groźnie wyglądającym zderzeniu sprawca postanowił ratować się ucieczką w pola. Policjanci, którzy ruszyli w pościg, szybko odkryli powód tak desperackiego zachowania 47-latka. To, co wykazał alkomat, wprawiło w osłumienie nawet doświadczonych funkcjonariuszy.
Wczoraj (13 kwietnia, przyp. red.), po godz. 14 dyżurny łańcuckiej komendy otrzymał zgłoszenie o kolizji dwóch pojazdów na drodze powiatowej w Rakszawie
- informuje KPP Łańcut.
Zamiast zatrzymać się i wziąć odpowiedzialność za stłuczkę, kierowca Daewoo po uderzeniu w naczepę ciężarówki gwałtownie odjechał z miejsca zdarzenia.
Uderzył w bok naczepy
Jak ustalili policjanci skierowani na miejsce, drogą w stronę Brzózy Stadnickiej poruszał się 35-letni mieszkaniec gminy Białobrzegi, prowadzący zestaw ciężarowy z naczepą. Spokojną jazdę przerwał nagły atak ze strony kierowcy Daewoo, który wyjeżdżając z drogi gruntowej, z impetem uderzył w bok przejeżdżającego kolosa. Zamiast jednak wyjść z auta i sprawdzić szkody, sprawca zamieszania miał zupełnie inny plan na zakończenie tego spotkania.
Po zdarzeniu, kierujący samochodem osobowym zjechał na pobliską posesję, a następnie oddalił się pieszo w pobliskie pola. Tam odnaleźli go policjanci
- przekazuje KPP Łańcut.
47-letni mieszkaniec gminy Rakszawa
Sprawcą całego zamieszania okazał się 47-letni mieszkaniec gminy Rakszawa, którego stan nie pozostawiał złudzeń co do przyczyn ucieczki. Gdy policjanci poddali go badaniu alkomatem, urządzenie wskazało szokujący wynik – ponad 3 promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna na miejscu pożegnał się z prawem jazdy, a to dopiero początek jego problemów. Za skrajnie nieodpowiedzialny rajd w stanie nietrzeźwości i spowodowanie kolizji będzie musiał teraz gęsto tłumaczyć się przed sądem.
Grozi mu kara pozbawienia wolności do trzech lat, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz wysoka grzywna
- tłumaczy łańcucka policja.
Komentarze (0)