Mieszkańcy rzeszowskiego osiedla mówią „dość”, a sygnały o składowisku w rejonie ulicy Wołyńskiej stawały się w ostatnich tygodniach coraz głośniejsze. Postanowiliśmy sprawdzić te doniesienia i to, co zastaliśmy na samym końcu drogi, poraża skalą zaniedbania. W miejscu, które powinno być zieloną enklawą, wyrosło dzikie wysypisko pełne pamiątek po alkoholowych libacjach i porzuconych odpadów, które systematycznie zatruwają okolicę.
"Syf, kiła i mogiła"
Ulica Wołyńska to dla wielu rzeszowian jedno z ulubionych miejsc na codzienne, lokalne spacery. Potencjał tej okolicy jest duży, zwłaszcza że w przyszłości ma ona zyskać bezpośrednie połączenie z ulicą Potokową, tworząc ważny ciąg komunikacyjny i rekreacyjny. Niestety, obecny widok na samym końcu drogi mocno odbiega od wizji przyjaznej przestrzeni spacerowej.
Jak wskazują mieszkańcy, końcowy odcinek traktu stał się miejscem, gdzie systematycznie przybywa odpadów. Wśród gęstniejącej zieleni straszą porzucone butelki po alkoholu oraz różnego rodzaju śmieci bytowe, które psują estetykę tej rozwijającej się części miasta. Choć okolica ma szansę stać się wizytówką osiedla, na ten moment wymaga pilnej interwencji porządkowej, by spacerowicze mogli w pełni cieszyć się tym zielonym azylem.
To jest okropne to co się tu dzieje. Znaleźć można dosłownie wszystko. Ta okolica nie powinna tak wyglądać
- mówi w rozmowie z nami jeden z mieszkańców.
Nocne imprezy i libacje alkoholowe?
Widok, który zastaliśmy na końcu ulicy Wołyńskiej, nie pozostawia złudzeń co do charakteru odbywających się tam spotkań. Analizując to, co zostało porzucone w trawie i zaroślach, można łatwo odtworzyć scenariusz nocnych eskapad. Rozrzucone puszki po piwie, szklane butelki po mocniejszych trunkach oraz stosy jednorazowych kubków i opakowań po przekąskach jasno wskazują, że to ustronne miejsce stało się regularnym punktem nocnych imprez pod gołym niebem.
Krajobraz dopełniają puste paczki po papierosach, które wraz z resztą odpadów tworzą smutny obraz degradacji tej zielonej przestrzeni. To, co dla wielu rzeszowian miało być spokojnym traktem spacerowym, pod osłoną nocy zamienia się w miejsce zakrapianych alkoholem spotkań, po których jedyną pamiątką pozostają góry śmieci i narastający problem estetyczny dla całej okolicy
Smutny obraz natury
Problem dzikich wysypisk i porzucania odpadów w miejscach rekreacyjnych to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim wyraz braku szacunku dla wspólnej przestrzeni. Zjawisko to staje się szczególnie dotkliwe w rejonach takich jak ulica Wołyńska, gdzie natura przegrywa starcie z bezmyślnością imprezowiczów. Każda pozostawiona puszka czy szklana butelka to nie tylko szpetny ślad po nocnej zabawie, ale realne zagrożenie dla środowiska oraz bezpieczeństwa spacerowiczów i ich czworonogów.
Systematyczne zaśmiecanie tego terenu sprawia, że potencjał spacerowy okolicy zostaje całkowicie zaprzepaszczony pod warstwą plastiku i szkła. Trudno mówić o komforcie odpoczynku, gdy zamiast zieleni wzrok przyciągają składowiska odpadów, które z każdym tygodniem stają się coraz większe. To smutny dowód na to, że ustronne miejsca na obrzeżach osiedli, zamiast służyć wszystkim mieszkańcom, stają się darmowymi śmietnikami, wymagającymi teraz zdecydowanej reakcji i posprzątania.
Komentarze (0)