Za nami kolejny poranek w stolicy Podkarpacia. Choć nocne przymrozki nie doprowadziły do groźniejszych wypadków, rzeszowscy kierowcy tradycyjnie musieli uzbroić się w cierpliwość. Sznury aut i trwające remonty skutecznie spowolniły dojazd do pracy i szkół.
Spokojnie, ale bardzo wolno
Służby drogowe przekazują dobre informacje: poranek obył się bez większych incydentów, poważnych kraks czy kolizji, które mogłyby całkowicie sparaliżować miasto. Niestety, „czysty” bilans zdarzeń nie oznaczał płynnej jazdy. Główne arterie Rzeszowa szybko wypełniły się pojazdami, tworząc dobrze znane mieszkańcom zatory.
Główne punkty zapalne
Najtrudniejsza sytuacja panowała na wlotach do centrum:
-
Aleja Piłsudskiego: Serce miasta tradycyjnie „stanęło” pod naporem aut zjeżdżających z mostu Lwowskiego.
-
Ul. Lwowska i Krakowska: Tu kierowcy musieli doliczyć kilkanaście minut do standardowego czasu przejazdu. Sznur aut ciągnął się niemal od granic miasta.
-
Ul. Maczka: To tutaj poranek był najbardziej uciążliwy. Trwające roboty drogowe wymusiły wyłączenie jednego z pasów ruchu, co przy dużym natężeniu ruchu błyskawicznie przełożyło się na gigantyczny korek.
Budowy nie odpuszczają
Drogowcy przypominają, że na poranną przepustowość wpływa nie tylko ogromna liczba aut, ale także lokalne utrudnienia. Szczególnie uciążliwa sytuacja miała miejsce na ulicy Maczka, gdzie zablokowany prawy pas ruchu skutecznie tamował przejazd. Choć dokładna przyczyna wyłączenia tego odcinka nie była dla wszystkich jasna, efekt był widoczny gołym okiem – sznur aut i żółwie tempo jazdy. Warto więc rozważyć wcześniejszy wyjazd lub, w miarę możliwości, omijanie najbardziej obciążonych arterii bocznymi trasami.
Komentarze (0)