Rogale Marcina pachną na całej Miodowej
Listopad ma swój charakterystyczny smak. To właśnie teraz miłośnicy słodkości wypatrują rogali związanych z dniem św. Marcina. W Poznaniu od lat królują słynne rogale świętomarcińskie. Ta tradycja dotarła również na Podkarpacie, gdzie cukiernicy z Rzeszowa stworzyli własną wersję tego przysmaku.
W cukierni Julian Orłowski & Kazimierz Rak w Rzeszowie przy ulicy Miodowej przygotowania do listopadowego święta rozpoczynają się odpowiednio wcześniej. Rogale są wypiekane na bieżąco, a po wyjęciu z pieca trafiają do wykończenia. Jedne pokrywa kajmak, inne lukier, a na wierzchu pojawiają się migdały lub orzechy.
To wypieki rzemieślnicze, przygotowywane z dbałością o każdy szczegół. Są słodziutkie, pachnące i pełne dodatków. Nic dziwnego, że przed 11 listopada klienci chętnie zaglądają na Miodową, by zdążyć kupić jeszcze ciepłego rogala.
Co kryje się w środku? Cukiernik zdradza skład
Sekret rzeszowskich rogali tkwi w cieście i bogatym nadzieniu. Jak zdradza cukiernik Jakub Rak, podstawą jest ciasto półfrancuskie z dodatkiem masła. W środku znajduje się biały mak połączony z bakaliami: orzechami włoskimi, rodzynkami, migdałami i skórką pomarańczową.
– Ciasto półfrancuskie z dodatkiem masła, nadzienie z białego maku z bakaliami (orzechy włoskie, rodzynki, migdały, skórka pomarańczowa), wykończone kajmakiem i z migdałami na wierzchu. To serce naszego rogalika św. Marcina. Najbardziej pożądaną rzeczą w tej słodkości jest też dodanie trochę uśmiechu i jeszcze więcej miłości, żeby każdy, kto je zjada, miał dobry dzień, a przede wszystkim słodki – opowiada cukiernik Jakub Rak.
Rzeszowska wersja nawiązuje do poznańskiej tradycji, ale ma własny charakter. Pomysł na jej przygotowanie narodził się podczas studiów Jakuba Raka i jego brata w Poznaniu. Tam poznali i polubili słynne rogale, a po powrocie do Rzeszowa postanowili przygotować lokalną odsłonę przysmaku.
Dlaczego jemy rogale 11 listopada? Wszystko zaczęło się od legendy
Tradycja rogali świętomarcińskich jest związana z postacią świętego Marcina z Tours. Według legendy był on rzymskim żołnierzem, który pewnego zimowego dnia spotkał zmarzniętego żebraka. Nie pozostał obojętny – podzielił się z nim swoim płaszczem, odcinając jego połowę.
Z postacią świętego wiąże się także legenda o zgubionej podkowie jego konia. Jej kształt miał zainspirować wypiekane rogale. Dawna tradycja mówi również o dzieleniu się jedzeniem i pomaganiu potrzebującym.
Poznańskie rogale świętomarcińskie mają długą historię. Jedna z najstarszych znanych wzmianek o nich pochodzi z 1860 roku. Z czasem stały się symbolem listopadowego świętowania w Wielkopolsce.
Rogal na szczęście? Najlepiej podarować go komuś bliskiemu
Rogal Marcina to nie tylko słodki przysmak, ale też miły pomysł na prezent. W listopadowej tradycji dzielenie się wypiekami ma symbolizować życzliwość, hojność i pamięć o innych. Dlatego mówi się, że podarowanie komuś rogala może przynieść szczęście i osłodzić mu nadchodzące dni.
W rzeszowskiej cukierni nie brakuje również bardziej ozdobnych wersji. Pojawiają się dodatki z pistacjami, białą czekoladą czy małymi czekoladowymi tabliczkami z napisami. Każdy może znaleźć coś dla siebie – zarówno miłośnicy klasycznych smaków, jak i ci, którzy lubią słodkie nowości.
Jedno jest pewne: przed 11 listopada warto pamiętać nie tylko o rogach z Poznania. Rzeszowskie rogale Marcina pokazują, że piękną tradycję można pielęgnować także na Podkarpaciu. A jeśli kupimy kilka sztuk dla rodziny lub znajomych, być może podzielimy się nie tylko słodkością, ale i odrobiną szczęścia.
Komentarze (0)