28 stycznia przyniósł przełomowe informacje w sprawie tragedii, która wstrząsnęła Podkarpaciem pod koniec ubiegłego roku. Właśnie 28 stycznia światło dzienne ujrzał wstępny raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych dotyczący katastrofy w Cierpiszu (29 listopada). Dokument ujawnia sensacyjne kulisy: na pokładzie śmigłowca, który rozbił się i spłonął w lesie, początkowo podróżowały trzy osoby. Zaledwie 20 minut przed uderzeniem w drzewa jeden z pasażerów opuścił maszynę podczas krótkiego postoju. Chwilę później dwaj bracia-przedsiębiorcy wzbili się w powietrze po raz ostatni, wlatując prosto w gęstą mgłę, która stała się dla nich śmiertelną pułapką.
Ostatnie minuty w gęstej mgle
Jak wskazuje wstępny raport, kluczowym czynnikiem podczas feralnego lotu były drastycznie pogarszające się warunki atmosferyczne. Nad południowo-wschodnią Polską zalegały gęste, niskie chmury, których podstawa opadła miejscami do zaledwie 50–100 metrów nad poziomem gruntu. Widzialność, która początkowo wynosiła około 5 kilometrów, w krytycznym momencie spadła do zaledwie 300 metrów. Śmigłowiec Robinson R44 poruszał się w gęstniejącym zamgleniu, które szybko przeszło w nieprzeniknioną mgłę.
Chwila, która ocaliła życie
Analiza historii lotu zawarta w raporcie PKBWL odsłania dramatyczny przebieg wydarzeń. Maszyna wystartowała z Krosna o godzinie 14:10 z trzema mężczyznami na pokładzie: pilotem oraz dwoma pasażerami. Po dwunastominutowym przelocie helikopter wylądował w okolicach Rzeszowa. To właśnie wtedy doszło do kluczowego zdarzenia – jeden z pasażerów opuścił śmigłowiec. Po krótkim postoju maszyna ponownie wzbiła się w powietrze, jednak tym razem na pokładzie znajdowali się już tylko dwaj bracia, młodzi przedsiębiorcy z Podkarpacia.
Sekundy do tragedii
O godzinie 14:30 helikopter skierował się w stronę Przeworska. Dokumentacja lotu pokazuje, że maszyna zboczyła z kursu i zaczęła gwałtownie tracić wysokość. O 14:52 wieża kontroli lotów w Jasionce podjęła desperacką, lecz bezskuteczną próbę nawiązania kontaktu z pilotem. Minutę przed godziną 15:00 do służb ratunkowych zaczęły napływać pierwsze sygnały o wypadku.
Gdy o 15:35 ratownicy dotarli na miejsce katastrofy w miejscowości Cierpisz, zastali wstrząsający widok. Maszyna uderzyła w drzewa, rozpadła się i stanęła w płomieniach. Z ustaleń wynika, że w momencie zderzenia jeden ze zbiorników paliwa uległ rozerwaniu, co wywołało natychmiastowy pożar. Drugi zbiornik został siłą uderzenia odrzucony od kadłuba.
Trwa śledztwo
Bracia, właściciele firmy SupFol, zginęli w ułamku sekundy. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała u obu identyczne, ciężkie obrażenia wielonarządowe. Choć wstępny raport szczegółowo opisuje przebieg lotu i stan wraku pożaru, komisja nie wskazała jeszcze ostatecznej przyczyny tragedii. Obecnie specjaliści koncentrują się na szczegółowym badaniu zabezpieczonych szczątków maszyny, analizie dokumentacji technicznej oraz weryfikacji przebiegu szkoleń pilota.
Komentarze (0)