reklama

„Lewy pas to nie kółko różańcowe”. Kierowcy o problemach na Warszawskiej i Lubelskiej w Rzeszowie

Opublikowano:
Autor:

„Lewy pas to nie kółko różańcowe”. Kierowcy o problemach na Warszawskiej i Lubelskiej w Rzeszowie - Zdjęcie główne
Autor: Czytelnik Rzeszów24info | Opis: Ulica Warszawska w Rzeszowie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościRzeszów – miasto innowacji, inteligentnych świateł i... „świętych krów” lewego pasa. Choć Warszawska i Lubelska to szerokie arterie, dla wielu kierowców stały się polem bitwy o płynność ruchu. Między blokującymi przejazd autami firmowymi a „niedzielnymi” mistrzami kierownicy, cierpliwość rzeszowian wreszcie pękła. „Jak nie umiecie jeździć, to wypier*ć na autobus!” – grzmią zirytowani mieszkańcy, mając dość komunikacyjnego paraliżu serwowanego przez drogowych szeryfów.
reklama

Rzeszów – miasto innowacji, rzekomo inteligentnych świateł i… mistrzów prostej drogi, którzy za punkt honoru postawili sobie okupację lewego pasa na Lubelskiej i Warszawskiej. Choć przepisy są jasne, życie na rzeszowskich wylotówkach pokazuje, że dla wielu kierowców prawy pas to lawa, a lewy – wygodna kanapa do przemyśleń o życiu.

„Lewy pas to nie salon u cioci”

Problem jest stary jak sama obwodnica, ale ostatnio przybrał na sile. Scenariusz zawsze jest ten sam: pusta droga, dwa pasy, a na lewym – z prędkością 42 km/h – dostojnie toczy się auto firmowe lub prywatny krążownik szos. Powód? „Bo za trzy kilometry będę skręcać w lewo”.

reklama

Mieszkańcy Rzeszowa, którzy codziennie próbują dojechać do pracy, nie gryzą się w język. Pod postami o korkach na północy miasta zawrzało. Jeden z internautów, wyraźnie doprowadzony do ostateczności przez „zawalidrogę” na Warszawskiej, uciął krótko:

Jak ludzie nie umieją jeździć, to proszę wypier*ć na autobus! Lewy pas służy do wyprzedzania, a nie do podziwiania architektury bloków na Staromieściu!

-mówi poirytowany pan Michał, kierowca z Rzeszowa

Auta firmowe i „strategiczne” planowanie

reklama

Szczególną grupę stanowią kierowcy aut firmowych i – co często podkreślają obserwatorzy – osoby zbyt mocno skupione na nawigacji. Na ulicy Lubelskiej, gdzie ruch w stronę lotniska i autostrady powinien być płynny, regularnie dochodzi do paraliżu, bo ktoś postanowił urządzić sobie „bezpieczny przelot” lewym pasem już od wysokości wiaduktu.

Jedziesz Warszawską, chcesz sprawnie opuścić miasto, a przed tobą ktoś jedzie równolegle z tym na prawym pasie. Tworzą ruchomą blokadę. To nie jest tylko brak kultury, to zwykłe tamowanie ruchu, za które należą się mandaty.

- mówi nam pan Marek.

ITS, czyli system, który widzi, ale nie płacze

Do czary goryczy dochodzi rzeszowski system ITS. Inteligentne światła miały rozładowywać korki, ale przy „talencie” niektórych kierowców do zasypiania na zielonym, nawet NASA by nie pomogła. Jeśli do spóźnionego startu spod świateł dodamy blokowanie lewego pasa, otrzymujemy rzeszowski przepis na komunikacyjny zawał.

reklama

Drogowy savoir-vivre w stolicy Podkarpacia kuleje zwłaszcza na odcinkach dwupasmowych. Przypominamy: jazda lewym pasem, gdy prawy jest wolny, to wykroczenie. I choć policja rzadko za to karze, gniew współpasażerów asfaltu bywa znacznie bardziej dotkliwy.

Rondo pod autostradą – wyższy poziom wtajemniczenia

Na deser zostają ronda turbinowe pod S19 i A4. Tam walka o pasy przypomina czasem „Igrzyska Śmierci”. Kierowcy, którzy na Warszawskiej zapomnieli, do czego służy prawy pas, pod autostradą nagle dostają olśnienia i próbują przecinać linie ciągłe, bo „przecież ten pas mnie wyprowadza na Kraków, a ja chciałem na Lublin”.

Wniosek? Rzeszowska infrastruktura jest gotowa na XXI wiek. Pytanie tylko, czy rzeszowscy kierowcy są gotowi na to, by przestać być „szeryfami lewego pasa” i po prostu dać innym żyć (i jechać).

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo