To miał być zwykły niedzielny wieczór, ale dla mieszkańców jednego z bloków przy ulicy Mazurskiej zamienił się w prawdziwy koszmar. Głośna zabawa za ścianą połączona z zalewaniem sufitu zmusiła zniecierpliwioną lokatorkę do wezwania policji. Kiedy mundurowi weszli do środka, impreza natychmiast się skończyła, a jeden z uczestników opuszczał mieszkanie w kajdankach.
W niedziele (21 czerwca, przyp. red.) dyżurny komisariatu na Nowym Mieście otrzymał zgłoszenie o zakłóceniu spokoju, przez lokatorów jednego z mieszkań bloku przy ul. Mazurskiej
- informuje KMP Rzeszów.
Jak przekazuje Komenda Miejska Policji w Rzeszowie, zdesperowana lokatorka początkowo próbowała załatwić sprawę polubownie i pukała do sąsiadów, od których dobiegały hałasy. Rozbawione towarzystwo całkowicie zignorowało jednak kobietę - mimo że bawili się w najlepsze, postanowili nie otwierać jej drzwi. Sytuacja stała się krytyczna, gdy z sufitu zgłaszającej zaczęła lać się woda. Widząc, że imprezowicze demolują jej mieszkanie i nie reagują na prośby, rzeszowianka nie miała innego wyjścia i o pomoc poprosiła mundurowych.
Szokujący finał zdarzenia
Jak informuje Komenda Miejska Policji w Rzeszowie, wezwani na miejsce funkcjonariusze natychmiast skierowali się do głośnego mieszkania. Po przekroczeniu progu mundurowi przystąpili do legitymowania wszystkich zebranych tam osób - wtedy wyszło na jaw, że wśród imprezowiczów ukrywa się uciekinier przed prawem. Okazał się nim 31-letni mężczyzna, na którego rzeszowski sąd rejonowy wydał wcześniej nakaz doprowadzenia. Za dokonane w przeszłości kradzieże ma on do odsiadki dokładnie rok i cztery miesiące. Zamiast dalszego świętowania, zatrzymany rzeszowianin został przewieziony prosto do celi, gdzie rozpoczął już odbywanie zasądzonego wyroku.
Komentarze (0)