Niedzielna służba policjantów z niżańskiej drogówki na trasie S19 upłynęła pod znakiem walki z ekstremalną brawurą. Choć droga ekspresowa pozwala na dynamiczną jazdę, niektórzy kierowcy zdają się zapominać, gdzie kończy się rozsądek, a zaczyna śmiertelne niebezpieczeństwo. Przekonali się o tym dwaj mężczyźni, którzy tego samego dnia postanowili przetestować możliwości swoich aut. Ich popisy nie umknęły uwadze mundurowych, a finał tych spotkań okazał się wyjątkowo kosztowny – zwłaszcza dla jednego z nich, który na drogowych grzechach „wpadł” nie po raz pierwszy.
"Bez gwiazdy nie ma jazdy"
Jeszcze przed godziną 10 wzrok mundurowych przykuł mknący z ogromną prędkością mercedes. Choć przepisy na tym odcinku pozwalają na jazdę z prędkością do 120 km/h, licznik namierzonego auta wskazał aż 210 km/h. Funkcjonariusze niezwłocznie przerwali tę niebezpieczną podróż, zatrzymując pojazd do kontroli. Jak się okazało, za kierownicą niemieckiego sedana siedział 34-letni mężczyzna, który przyjechał na Podkarpacie z województwa mazowieckiego.
Za przekroczenie prędkości mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 2500 złotych
- infomruje KPP Nisko.
Drugi rajdowiec na S19
To jednak nie był koniec pracy niżańskiej specgrupy tego dnia. Tuż przed godziną 20 policyjny radar namierzył kolejne auto – tym razem BMW, którego kierowca zignorował limit 120 km/h i pędził identycznym tempem co jego poprzednik, czyli 210 km/h. Dla 44-latka z województwa kujawsko-pomorskiego spotkanie z mundurowymi było jednak wyjątkowo bolesne dla portfela. Ze względu na fakt, że mężczyzna dopuścił się recydywy, taryfikator był nieubłagany: kontrola zakończyła się rekordowym mandatem w wysokości aż 5000 złotych
Komentarze (0)