Złote gody miały być uwiecznieniem ich półwiecznej miłości, a zakończyły się makabrą na węgierskiej drodze. Jak w druzgocącym wywiadzie dla „Faktu” wyznaje pan Zdzisław ze Strzyżowa, jego ukochana żona Helena zginęła w nocnej katastrofie autokaru wracającego z pielgrzymki do Medjugorje. Senior, który ocalał jedynie cudem dzięki temu, że w chwili uderzenia spał na podłodze między fotelami, dziś z rozpaczą wspomina chwile grozy i perspektywę powrotu do całkowicie pustego domu.
Tragedia na Węgrzech
Przypomnijmy, że do tej dramatycznej tragedii doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia tuż po godzinie 1:00 na węgierskiej autostradzie M3 w rejonie Mezokeresztes, gdzie autokar wiozący 57 pielgrzymów powracających z Medjugorje oraz dwóch kierowców nagle zjechał z trasy i wpadł do rowu. W wypadku zginęło 12 osób, dziesięcioro pasażerów odniosło ciężkie obrażenia, a pozostali uczestnicy doznali lżejszych urazów. Węgierska policja zatrzymała kierowcę pojazdu, jednak na obecnym etapie śledztwa nie usłyszał on jeszcze oficjalnych zarzutów.
"Jak trzasnęło, to się obudziłem. Wszyscy spali, nikt nic nie widział"
Szczegóły tego zdarzenia opisuje dziennik „Fakt”, przytaczając relację pana Zdzisława ze Strzyżowa. Jak wyjaśnia mężczyzna w rozmowie z „Faktem”, wyjazd na Węgry miał być formą uczczenia pięćdziesiątej rocznicy ślubu oraz tradycyjną pielgrzymką do Medjugorje. Podróż zakończyła się jednak katastrofą autokaru, w której zginęła jego żona, pani Helena.
W rozmowie z "Faktem" mężczyzna opisał okoliczności samego zdarzenia. Ocalenie przypisuje szczęśliwemu zbiegowi okoliczności - w chwili uderzenia spał na podłodze w przejściu między siedzeniami. Jego żona natomiast siedziała przy oknie, po stronie, która uległa największym zniszczeniom i przyjęła główną siłę uderzenia.
Po wypadku pan Zdzisław trafił do szpitala, gdzie - jak relacjonuje na łamach „Faktu” - o śmierci żony dowiedział się stopniowo. Konieczność przeprowadzenia identyfikacji zwłok była dla niego trudnym doświadczeniem, o którym mówi z dużym ciężarem emocjonalnym.
Obecnie największym wyzwaniem dla mężczyzny jest samotny powrót do domu w Strzyżowie. W rozmowie z „Faktem” zwraca uwagę, że trudna rzeczywistość czeka również całą rodzinę, zwłaszcza w obliczu zbliżającego się wrześniowego ślubu wnuczki.
Komentarze (0)