Czy rzeszowskie parki i osiedlowe strefy wypoczynku przestają być miejscami przyjaznymi dla rodzin i starszych mieszkańców? Problem wulgaryzmów w przestrzeni publicznej regularnie powraca w dyskusjach Rzeszowian, a czarę goryczy przelała sytuacja z parku przy ulicy Solarza, niedaleko popularnego „Karpika”. W ostatnich dniach na lokalnej stronie na Facebooku „Spotted: Rzeszów” pojawił się pełen emocji wpis mieszkanki, którą zszokowało zachowanie przesiadującej tam młodzieży. Autorka posta zwróciła uwagę na problem, z którym codziennie mierzy się wielu z nas - językiem, w którym przekleństwa stały się naturalnymi przecinkami, bez względu na obecność dzieci czy seniorów.
Byłam dzisiaj w parku koło Karpika na Solarza i aż mnie zatkało
Co drugie słowa na "k" i ch"
Jak czytamy w treści posta opublikowanego na "Spotted Rzeszów" autorka wpisu była świadkiem spotkania grupy nastolatków, których rozmowa opierała się niemal wyłącznie na ordynarnych wulgaryzmach. Autorka relacjonuje, że potok rzucanych bez cienia zażenowania przekleństw był wręcz porażający. Świadkami tej sytuacji byli również odpoczywający na sąsiedniej ławce seniorzy. Zbulwersowani starsi ludzie komentowali zachowanie młodego pokolenia, nie kryjąc załamania poziomem agresji słownej, i ze smutkiem zauważyli, że tak rynsztokowe słownictwo w ustach młodych dziewcząt jest całkowitym zaprzeczeniem kobiecości.
I powiem szczerze… gdzie się podziała jakaś kultura? Nie chodzi o to, żeby każdy mówił jak profesor, ale serio, w miejscu publicznym, gdzie siedzą starsi ludzie, dzieci i inni, można chyba trochę się ogarnąć. Dzisiaj przeklinanie jest chyba tak normalne, że mało kto w ogóle zwraca na to uwagę
- przekazuje autorka posta.
Kulturę wynosi się z domu
Poziom debaty publicznej
Uczestnicy dyskusji słusznie zauważyli również, że zachowanie młodzieży w parku to zaledwie wierzchołek góry lodowej i odbicie znacznie głębszego kryzysu. W komentarzach mocno oberwało się współczesnym elitom oraz Internetowi, gdzie poziom debaty publicznej drastycznie ubolewa, a agresywny język stał się normą. Mieszkańcy podkreślają, że skoro z ekranów telewizorów i smartfonów codziennie sączy się rynsztokowa mowa, trudno wymagać od nastolatków, by na osiedlowych ławkach rozmawiali językiem wersalskim.
Komentarze (0)