Widok pracowników instytucji publicznych stojących na zewnątrz budynków podczas wczorajszego alertu wzbudził w sieci sporo emocji. Eksperci i zarządcy przypominają jednak, że w nowoczesnych obiektach ze szklanymi fasadami opuszczenie biura mogło być podyktowane trzeźwą oceną ryzyka i troską o zdrowie.
Gorąco dyskusja
W sieci szybko rozgorzała burzliwa dyskusja wokół zachowania pracowników podkarpackiego oddziału NFZ przy ulicy Zamkowej w Rzeszowie, którzy w trakcie alertu wyszli na zewnątrz. W komentarzach nie brakowało sarkastycznych głosów i ostrych słów krytyki. Internauci ironizowali o „państwie z dykty” i chodnikach jako „miejscach ewakuacji”, wytykając urzędnikom, że zamiast szukać schronienia w murach z dala od okien, stanęli pod gołym niebem w kamizelkach odblaskowych.
Odpowiedź NFZ
W związku z medialnymi doniesieniami i falą internetowych komentarzy postanowiliśmy skontaktować się z rzecznikiem prasowym podkarpackiego oddziału NFZ w Rzeszowie, Rafałem Śliżem
W sytuacji zagrożenia i ogłoszenia alertu przeciwlotniczego podstawową zasadą jest znalezienie bezpiecznego schronienia. W pierwszej kolejności powinien to być schron lub miejsce doraźnego schronienia, a w przypadku jego braku – piwnica lub najniższa kondygnacja budynku, możliwie z dala od okien i przeszkleń. Nie każdy budynek daje jednak takie możliwości
- informuje nas Rafał Śliż, rzecznik prasowy podkarpackiego oddziału NFZ.
Jak zaznacza rzecznik, w obiektach z dużą powierzchnią przeszkleń pozostanie wewnątrz może grozić poważnym zranieniem przez odłamki szkła. Jeżeli budynek nie gwarantuje bezpiecznego schronienia, należy poważnie rozważyć jego opuszczenie i poszukanie bezpiecznej strefy na zewnątrz.
Decyzje dotyczące bezpieczeństwa pracowników muszą być podejmowane w oparciu o wiedzę ekspertów, obowiązujące procedury oraz zdrowy rozsądek. W tak poważnych sytuacjach nie powinny być one podejmowane pod wpływem anonimowych opinii publikowanych w internecie przez osoby, których kompetencji nie sposób zweryfikować
- przekazuje Rafał Śliż.
Jak zauważa Rafał Śliż, z tak nietypowym wyzwaniem zarówno instytucja, jak i większość z nas mierzyli się po raz pierwszy. Rzecznik zaznacza, że podobne zdarzenia domagają się chłodnego namysłu oraz weryfikacji dotychczasowych metod działania, a zdobyte doświadczenie stanowi doskonałą okazję do udoskonalenia procedur na wypadek kolejnych kryzysów.
Komentarze (0)