reklama

"Po prostu uciekajcie". Rzeszowscy radni uciekali przed pożarem w Chorwacji

Opublikowano:
Autor:

"Po prostu uciekajcie". Rzeszowscy radni uciekali przed pożarem w Chorwacji - Zdjęcie główne
Autor: Pexels/ zdjęcie poglądowe | Opis: Dramat na wakacjach w Chorwacji

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościGwałtowny pożar, który rozprzestrzeniał się w rejonie Omiša w Chorwacji, zmusił turystów do natychmiastowej ewakuacji. Wśród Polaków, którzy musieli w pośpiechu opuścić swoje kwatery, znaleźli się rzeszowscy radni Robert i Witold Walawenderowie, którzy spędzali wakacje w Chorwacji wraz z rodzinami.
reklama

Ogień szybko zbliżał się do zabudowań, a sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Turyści nie mieli czasu na spokojne pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Decyzję o ucieczce musieli podjąć niemal natychmiast.

Radni relacjonują

Jak relacjonował Witold Walawender w rozmowie z reporterką RMF FM, jego rodzina mieszkała w piątej alejce, natomiast część bliskich przebywała znacznie bliżej pożaru. To właśnie od nich otrzymali telefon z ostrzeżeniem.

My mieszkaliśmy tak jakby w piątej alejce, a część rodziny mieszkała w pierwszej alejce i tamta część rodziny, która mieszkała bliżej tego pożaru, do nas zadzwoniła i przekazała: "Nie pakujcie nic, po prostu uciekajcie". I taką podjęliśmy decyzję. W ciągu jednej sekundy zaczęliśmy uciekać, pozostawiając wszystkie rzeczy w tych apartamentach. I tak naprawdę dotąd nie wiemy, czy one pozostały w całości, czy nie, bo nie mamy nawet żadnej informacji od właścicieli

reklama

- relacjonował Witold Walawender w rozmowie z RMF FM.

Rodziny opuściły apartamenty praktycznie z tym, co miały na sobie. W pośpiechu pozostawiono bagaże, dokumenty i inne rzeczy osobiste. Najważniejsze było jak najszybsze oddalenie się od zagrożenia.

Ostatecznie ewakuowani turyści znaleźli schronienie w centrum pomocy zorganizowanym w Splicie. Wciąż nie mieli jednak pewności, jaki los spotkał pozostawione przez nich apartamenty.

Żywioł nie miał litości

Pożar objął okolice Omiša, a jego front zbliżał się do miejscowości położonych wzdłuż wybrzeża. Do walki z żywiołem skierowano znaczne siły. W nocnej akcji uczestniczyło niemal 300 strażaków oraz blisko 100 pojazdów.

reklama

Poranek przyniósł poprawę sytuacji. Główny front ognia w rejonie Omiša został powstrzymany, a sytuację w Lokvie Rogoznicy i Mimicach udało się opanować. Nad okolicą nadal jednak unosiły się gęste kłęby dymu.

Pożar wpłynął również na organizację ruchu. Zamknięto fragment Jadranskiej magistrali, a kierowców kierowano na autostradę A1.

Nie ma poszkodowanych Polaków

Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór przekazał, że nie ma informacji o poszkodowanych obywatelach Polski.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo