Czwartkowy wieczór, 19 lutego, przyniósł spore wyzwanie rzeszowskim kierowcom. W jednym z najbardziej newralgicznych punktów stolicy Podkarpacia – na placu Śreniawitów – doszło do poważnej awarii sygnalizacji świetlnej.
Skrzyżowanie „pod napięciem”
Gdy zgasły światła u zbiegu głównych arterii w sąsiedztwie Zamku Lubomirskich, sytuacja szybko stała się napięta. Plac Śreniawitów to komunikacyjne serce Rzeszowa, gdzie krzyżują się drogi prowadzące z różnych stron miasta. Wyłączenie systemu sterowania ruchem w godzinach wieczornych sprawiło, że przejazd przez to potężne rondo stał się dla wielu kierowców prawdziwym testem z przepisów pierwszeństwa i stalowych nerwów.
Newralgiczny punkt na mapie
Brak sygnalizacji w tym miejscu to nie tylko drobna niedogodność. To punkt, w którym płynność zjazdu decyduje o przepustowości sąsiednich ulic, takich jak Lisia Góra czy Kilara. Kierowcy musieli wykazać się dużą ostrożnością, by bezpiecznie opuścić skrzyżowanie, szczególnie w warunkach ograniczonej widoczności.
Komentarze (0)