reklama

Kiedy inni narzekają, on działa. 21-latek z Podkarpacia został Liderem Społeczności Roku [WYWIAD]

Opublikowano:
Autor:

Kiedy inni narzekają, on działa. 21-latek z Podkarpacia został Liderem Społeczności Roku [WYWIAD] - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum Prywatne/ Bartłomiej Chyłek | Opis: Lider Społeczności Roku

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościMa 21 lat, jest strażakiem OSP, radnym i społecznikiem. Bartek z Baryczy od kilku lat angażuje się w życie lokalnej społeczności, organizuje wydarzenia, wspiera młodzież i działa na rzecz mieszkańców. Niedawno został laureatem wojewódzkiego tytułu „Lider Społeczności Roku”. O działalności, trudnościach i motywacji do działania opowiada w rozmowie z nami.
reklama

Nazywam się Bartek, mam 21 lat i pochodzę z miejscowości Barycz w gminie Domaradz, w powiecie brzozowskim. Od kilku lat aktywnie angażuję się w działalność społeczną, samorządową oraz strażacką, starając się działać na rzecz mieszkańców i rozwoju naszej lokalnej społeczności. Na co dzień pełnię funkcję radnego gminy oraz radnego sołeckiego. W swojej działalności skupiam się przede wszystkim na sprawach związanych z aktywizacją mieszkańców, wspieraniem młodzieży, promocją lokalnych inicjatyw oraz organizacją wydarzeń integrujących społeczność. Ważne jest dla mnie, aby młodzi ludzie mieli większy wpływ na życie publiczne i chętniej angażowali się w działania społeczne.

Od wielu lat jestem również druhem Ochotniczej Straży Pożarnej w Baryczy. Służba w OSP to dla mnie nie tylko pasja, ale przede wszystkim odpowiedzialność i gotowość do niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Biorę udział w akcjach, wydarzeniach patriotycznych, uroczystościach kościelnych i lokalnych inicjatywach organizowanych przez jednostkę. Angażuję się także w działalność Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, wspierając młodych ludzi w rozwijaniu zainteresowań związanych z pożarnictwem i działalnością społeczną. Jestem również inicjatorem oraz współorganizatorem różnych wydarzeń społecznych i sportowych. Jednym z największych przedsięwzięć, przy których obecnie pracuję, jest organizacja „I Podkarpackiego Biegu Strażackiego – U Wrót Bieszczadzkich Szlaków”, który ma promować aktywność fizyczną, integrować środowisko strażackie oraz promować nasz region. Moja działalność została dostrzeżona na szczeblu wojewódzkim — zostałem laureatem w województwie podkarpackim w kategorii „Lider Społeczności Roku”. 

reklama

Na początek gratulacje! Muszę zapytać: co się dzieje w głowie w takim momencie, kiedy słyszy się swoje nazwisko jako lider społeczności roku? Spodziewałeś się takiego tytułu?

Szczerze mówiąc, był to dla mnie ogromny moment wzruszenia i przede wszystkim wielkie zaskoczenie. Kiedy usłyszałem swoje nazwisko jako laureata w kategorii „Lider Społeczności Roku”, przez chwilę trudno było mi uwierzyć, że to naprawdę dzieje się właśnie teraz. Towarzyszyła mi ogromna radość, ale też poczucie dumy i wdzięczności wobec wszystkich osób, z którymi na co dzień współpracuję. Nie nastawiałem się na zdobycie tego tytułu. Działając społecznie, człowiek zazwyczaj nie robi tego dla nagród czy wyróżnień, tylko dlatego, że chce coś zmieniać i pomagać innym. Dlatego tym bardziej jest to dla mnie cenne, że ktoś zauważył tę codzienną pracę, zaangażowanie i czas poświęcony dla lokalnej społeczności. Ten tytuł traktuję nie tylko jako osobiste wyróżnienie, ale też docenienie działalności wszystkich osób, które razem ze mną angażują się w różne inicjatywy — druhów z OSP, mieszkańców, młodzieży oraz wszystkich, którzy wspierają lokalne działania. Samemu trudno byłoby osiągnąć cokolwiek, dlatego uważam, że jest to wspólny sukces całej społeczności. To wyróżnienie daje mi jeszcze większą motywację do dalszego działania i pokazuje, że warto angażować się w sprawy lokalne, nawet jeśli czasami wymaga to wielu poświęceń i pracy. 

reklama

Pamiętasz kiedy to wszystko się zaczęło? To był plan czy raczej przypadek?

Myślę, że na początku bardziej był to przypadek niż konkretny plan na życie. Wszystko zaczęło się od zwykłego zaangażowania w sprawy lokalnej społeczności i chęci zrobienia czegoś dobrego dla innych. Od najmłodszych lat byłem związany z Ochotniczą Strażą Pożarną, obserwowałem, jak druhowie angażują się w pomoc mieszkańcom, organizację różnych wydarzeń czy życie naszej miejscowości. To właśnie tam nauczyłem się, że działanie dla ludzi daje ogromną satysfakcję. Z czasem zacząłem coraz bardziej angażować się w różne inicjatywy społeczne, wydarzenia lokalne i działania skierowane do młodzieży. Pojawiły się pierwsze pomysły, organizacja wydarzeń, współpraca z mieszkańcami i instytucjami. Później naturalnie przyszła także działalność samorządowa i decyzja o kandydowaniu, bo uznałem, że skoro mam pomysły i energię do działania, to warto spróbować realnie wpływać na rozwój naszej gminy. Nie było jednego momentu, w którym powiedziałem sobie: „chcę zostać liderem społeczności”. To wszystko rozwijało się stopniowo — od małych działań po coraz większe inicjatywy. Najważniejsze było dla mnie zawsze to, żeby robić coś wartościowego dla ludzi i pokazywać, że młody wiek nie jest przeszkodą w działaniu. Dzisiaj patrząc z perspektywy czasu, widzę, że te wszystkie małe kroki, rozmowy, wydarzenia i inicjatywy doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. I myślę, że właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

reklama

Dziś działasz w lokalnym OSP jako strażak oraz jako radny gminy Domaradz. Powiedz szczerze, gdzie jest trudniej? W akcji, kiedy trzeba działać natychmiast, czy przy stole, gdzie decyzje dojrzewają tygodniami?

Myślę, że zarówno służba w OSP, jak i działalność samorządowa są wymagające, ale w zupełnie inny sposób. W straży często liczy się szybka reakcja, opanowanie i umiejętność działania pod presją czasu. Podczas akcji nie ma miejsca na długie zastanawianie się — trzeba działać natychmiast, odpowiedzialnie i jako zespół, bo od tego może zależeć czyjeś zdrowie, życie albo bezpieczeństwo. To ogromna odpowiedzialność i duże emocje, które zostają z człowiekiem na długo. Z kolei działalność samorządowa i praca w radzie gminy czy radzie sołeckiej to zupełnie inny rodzaj wyzwania. Tutaj decyzje często wymagają wielu rozmów, analiz, cierpliwości i szukania kompromisów. Czasami mieszkańcy oczekują szybkich efektów, a rzeczywistość pokazuje, że pewne sprawy potrzebują czasu, formalności i współpracy wielu osób czy instytucji. I właśnie to bywa trudne — bo człowiek chciałby zrobić coś szybciej, ale nie zawsze wszystko zależy od jednej osoby. Szczerze mówiąc, chyba trudniej jest właśnie przy stole rozmów i decyzji. W straży sytuacja jest jasna — jest zagrożenie i trzeba działać. Natomiast w samorządzie często trzeba pogodzić różne oczekiwania, opinie i możliwości. To wymaga dużej cierpliwości, odporności na krytykę i umiejętności słuchania ludzi. Jednak jedno i drugie łączy wspólny cel — działanie dla dobra mieszkańców i lokalnej społeczności. Zarówno jako strażak, jak i radny staram się przede wszystkim być blisko ludzi i reagować na ich potrzeby najlepiej, jak potrafię.

reklama

W poprzednich latach pełniłeś rolę przewodniczącego samorządu uczniowskiego w Zespole Szkół nr 1 w Rzeszowie.  Jak wspominasz bycie liderem szkolnej społeczności?

W latach, gdy uczęszczałem do Zespołu Szkół nr 1 w Rzeszowie, pełniłem funkcję przewodniczącego samorządu uczniowskiego. Myślę, że właśnie wtedy w dużej mierze zaczęła się moja większa działalność społeczna i zainteresowanie pracą z ludźmi. Była to dla mnie bardzo cenna lekcja odpowiedzialności, współpracy oraz reprezentowania głosu młodych osób. Już wtedy zależało mi na tym, aby uczniowie mieli realny wpływ na życie szkoły i żeby samorząd nie był tylko funkcją „na papierze”, ale faktycznie działał i organizował różne inicjatywy. Uczyłem się wtedy organizacji wydarzeń, rozmów z dyrekcją, współpracy z nauczycielami oraz pracy zespołowej. To doświadczenie pokazało mi, jak ważny jest dialog i zaangażowanie w sprawy swojej społeczności — nawet tej szkolnej. Z perspektywy czasu widzę, że to właśnie tam zdobyłem wiele umiejętności, które dziś wykorzystuję zarówno w działalności samorządowej, jak i społecznej czy strażackiej. Funkcja przewodniczącego nauczyła mnie przede wszystkim odpowiedzialności za innych ludzi, otwartości na rozmowę i tego, że warto mieć odwagę wychodzić z inicjatywą oraz działać, nawet jeśli czasami pojawiają się trudności czy krytyka. Myślę, że był to jeden z etapów, który mocno wpłynął na to, gdzie jestem dzisiaj i dlaczego dalej chcę działać na rzecz innych.

Wróćmy do Twojego wyróżnienia. Z zewnątrz często wygląda to jak piękna historia sukcesu, ale jaki był ten moment, kiedy było naprawdę trudno i pojawiła się myśl, żeby odpuścić? Jak sobie z tym poradziłeś?

Myślę, że w działalności społecznej i samorządowej każdy ma taki moment, kiedy pojawia się zmęczenie, zwątpienie czy myśl, czy to wszystko ma sens. Z zewnątrz często widać tylko efekty — wydarzenia, inicjatywy czy wyróżnienia — ale mało kto widzi ile czasu, stresu i poświęcenia stoi za tym na co dzień. Najtrudniejsze momenty pojawiały się wtedy, kiedy mimo dużego zaangażowania i chęci nie wszystko szło tak, jak powinno. Czasami człowiek poświęca bardzo dużo czasu prywatnego, stara się coś zorganizować czy pomóc, a zamiast wsparcia spotyka się z krytyką, niezrozumieniem albo zwyczajnym hejtem. Były momenty, kiedy pojawiała się myśl: „może lepiej odpuścić i zająć się tylko swoim życiem”. Szczególnie trudne jest to wtedy, gdy człowiek chce zrobić coś dobrego dla innych, a mimo to nie wszystkim da się dogodzić. Pamiętam też sytuacje, kiedy ogrom pracy organizacyjnej, obowiązki samorządowe, strażackie i życie prywatne zaczynały się ze sobą mieszać. Wtedy pojawiało się zwykłe zmęczenie i presja odpowiedzialności. Człowiek czasami czuje, że bierze na siebie bardzo dużo i chce zrobić wszystko najlepiej, jak potrafi. Z tym wszystkim pomagała mi przede wszystkim świadomość, po co to robię i dla kogo działam. Ogromne znaczenie miało też wsparcie bliskich osób, druhów z OSP, znajomych i mieszkańców, którzy potrafili powiedzieć dobre słowo albo pokazać, że te działania naprawdę mają sens. Często wystarczy jedna rozmowa czy jedna pozytywna reakcja mieszkańców, żeby odzyskać motywację do dalszej pracy. Nauczyłem się też, że nie da się zadowolić wszystkich i że krytyka jest częścią działalności publicznej. Najważniejsze to pozostać sobą, działać zgodnie z własnymi wartościami i nie tracić celu, dla którego zaczęło się tę drogę. Dzisiaj patrzę na te trudniejsze momenty jako na doświadczenia, które dużo mnie nauczyły i sprawiły, że stałem się bardziej odporny oraz jeszcze bardziej zmotywowany do działania.

Co jest największym wyzwaniem w działaniu strażaka, jak i samorządowca?

Myślę, że największym wyzwaniem zarówno w działalności strażackiej, jak i samorządowej jest odpowiedzialność za ludzi. Choć są to dwa różne środowiska, to w obu przypadkach człowiek działa dla innych i musi podejmować decyzje, które mają realny wpływ na bezpieczeństwo, życie codzienne czy funkcjonowanie lokalnej społeczności. W straży największym wyzwaniem jest umiejętność działania pod presją czasu i emocji. Podczas akcji często nie ma miejsca na błędy ani długie zastanawianie się — trzeba zachować spokój, działać odpowiedzialnie i ufać swojemu zespołowi. Strażak musi być gotowy do pomocy o każdej porze dnia i nocy, często w trudnych warunkach i sytuacjach, które zostają w pamięci na długo. Dużym wyzwaniem jest także pogodzenie służby z życiem prywatnym, bo działalność w OSP wymaga ogromnego poświęcenia czasu i dyspozycyjności. Natomiast w działalności samorządowej największym wyzwaniem jest chyba znalezienie równowagi pomiędzy oczekiwaniami mieszkańców a możliwościami, które często są ograniczone przepisami, budżetem czy formalnościami. Ludzie oczekują szybkich efektów i konkretnych działań, a wiele spraw wymaga czasu, rozmów i współpracy wielu osób. Trzeba umieć słuchać różnych opinii, szukać kompromisów i jednocześnie podejmować decyzje, które nie zawsze będą popularne dla wszystkich. Dużym wyzwaniem w obu tych rolach jest również odporność psychiczna. Zarówno strażak, jak i samorządowiec spotyka się z presją, odpowiedzialnością i oceną ze strony innych ludzi. Trzeba nauczyć się radzić sobie z krytyką, stresem i momentami zwątpienia, jednocześnie dalej zachowując motywację do działania. Mimo tych trudności uważam jednak, że zarówno służba w OSP, jak i działalność samorządowa dają ogromną satysfakcję. Największą motywacją jest świadomość, że swoją pracą można realnie pomagać ludziom i mieć wpływ na rozwój lokalnej społeczności.

A co do tej pory było największym „niewypałem”, który finalnie czegoś nauczył?

Myślę, że największym „niewypałem” było kilka sytuacji, w których chciałem zrobić coś zbyt szybko albo brałem na siebie za dużo obowiązków jednocześnie. Na początku działalności człowiek ma ogromny zapał, mnóstwo pomysłów i chce wszystko dopiąć perfekcyjnie. Zdarzało się jednak, że niektóre inicjatywy nie wychodziły tak, jak planowałem — czy to przez brak czasu, doświadczenia, odpowiedniej organizacji albo zwyczajnie przez zbyt duże oczekiwania wobec samego siebie. Pamiętam sytuacje, kiedy poświęcałem bardzo dużo energii na przygotowanie różnych działań czy wydarzeń, a zainteresowanie ludzi było dużo mniejsze, niż się spodziewałem. Bywało to rozczarowujące, bo kiedy człowiek wkłada w coś całe serce, naturalnie liczy na większy odzew i wsparcie. Były też momenty, kiedy chciałem zrobić wszystko sam, zamiast bardziej zaufać innym i podzielić obowiązki. To nauczyło mnie przede wszystkim cierpliwości i tego, że nie wszystko musi wyjść idealnie od razu. Zrozumiałem też, jak ważna jest współpraca, dobra organizacja i budowanie zespołu ludzi, którym można zaufać. Dzisiaj wiem, że każda nawet nieudana inicjatywa daje jakieś doświadczenie i wyciąga wartościowe wnioski na przyszłość. Nauczyłem się również, że w działalności społecznej nie można mierzyć sukcesu tylko frekwencją czy opiniami innych ludzi. Czasami nawet małe działania mają duże znaczenie dla konkretnej osoby czy grupy mieszkańców. I właśnie takie doświadczenia pokazują, że warto próbować dalej, nawet jeśli nie wszystko od razu wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy.

A co było największym sukcesem?

Myślę, że największym sukcesem nie jest jedno konkretne wydarzenie czy samo wyróżnienie „Lider Społeczności Roku”, ale przede wszystkim to, że udało mi się zdobyć zaufanie ludzi i pokazać, że młody człowiek może realnie działać na rzecz swojej lokalnej społeczności. Ogromną satysfakcję daje mi każda inicjatywa, która integruje mieszkańców i pokazuje, że wspólnie można zrobić coś wartościowego. Za jeden z największych sukcesów uważam również to, że mimo młodego wieku udało mi się połączyć działalność samorządową, społeczną i strażacką oraz aktywnie angażować się w życie naszej miejscowości. Bardzo ważnym sukcesem jest dla mnie także działalność w Ochotniczej Straży Pożarnej i możliwość pracy z młodzieżą. Widok młodych ludzi, którzy chcą działać, angażują się w Młodzieżową Drużynę Pożarniczą i rozwijają swoje pasje, daje ogromną motywację i poczucie, że te działania naprawdę mają sens. Za sukces uważam również już podjęcie organizacji oraz rozwijanie inicjatywy społecznej i sportowej takiej jak „I Podkarpacki Bieg Strażacki – U Wrót Bieszczadzkich Szlaków”. To wydarzenie od początku ma nie tylko promować aktywność fizyczną, ale przede wszystkim integrować ludzi, środowisko strażackie i promować nasz region. Już samo zainteresowanie mieszkańców i pozytywny odbiór pokazują, że warto podejmować takie inicjatywy. Oczywiście ogromnym wyróżnieniem i jednym z najważniejszych momentów było zdobycie tytułu laureata województwa podkarpackiego w kategorii „Lider Społeczności Roku”. Traktuję to jednak bardziej jako docenienie całej dotychczasowej pracy i wszystkich osób, z którymi współpracuję, niż tylko osobisty sukces. Największą satysfakcję daje mi świadomość, że to, co robię, ma sens dla innych ludzi i że swoją działalnością mogę zostawić po sobie coś dobrego w lokalnej społeczności.

W kontekście działania jako samorządowiec, gdzie widzisz się za kilka lat? Masz jakieś marzenia, plany?

Myślę, że przede wszystkim dalej chciałbym działać na rzecz ludzi i rozwijać się w działalności społecznej oraz samorządowej. Samorząd pokazał mi, jak wiele można zrobić dla lokalnej społeczności, jeśli ma się determinację, pomysły i chęć współpracy z mieszkańcami. Dlatego za kilka lat nadal widzę siebie jako osobę aktywnie zaangażowaną w sprawy naszej gminy i regionu. Chciałbym dalej zdobywać doświadczenie, rozwijać swoje umiejętności i realizować kolejne inicjatywy, które będą służyć mieszkańcom — szczególnie młodzieży, organizacjom społecznym oraz lokalnym środowiskom, takim jak Ochotnicze Straże Pożarne. Bardzo zależy mi na tym, aby młodzi ludzie mieli większe możliwości rozwoju i chętniej angażowali się w życie społeczne, bo uważam, że to właśnie oni są przyszłością naszych miejscowości. Mam też marzenie, aby jeszcze mocniej promować nasz region i pokazywać, że nawet mniejsze miejscowości mają ogromny potencjał. Chciałbym organizować wydarzenia, które będą integrować mieszkańców, przyciągać ludzi z zewnątrz i pozytywnie wpływać na rozwój lokalnej społeczności. Nie ukrywam również, że chciałbym w przyszłości dalej rozwijać się w samorządzie i mieć jeszcze większy wpływ na działania związane z rozwojem regionu, bezpieczeństwem oraz inicjatywami społecznymi. Jednak niezależnie od tego, gdzie będę za kilka lat, najważniejsze jest dla mnie to, aby pozostać blisko ludzi i dalej działać z taką samą energią oraz zaangażowaniem jak dziś. Wierzę, że jeśli robi się coś z pasją i dla dobra innych, to z czasem pojawiają się kolejne możliwości i nowe cele do realizacji.

Podsumowując, co powiedziałbyś młodym ludziom, którzy zastanawiają się, czy warto działać na rzecz dla lokalnej społeczności?

Powiedziałbym przede wszystkim, że naprawdę warto działać dla lokalnej społeczności, nawet jeśli na początku wydaje się, że jedna osoba niewiele może zmienić. Bardzo często właśnie od małych inicjatyw zaczynają się największe i najważniejsze działania. Młodzi ludzie często nie wierzą, że ich głos ma znaczenie albo obawiają się krytyki czy tego, że są „za młodzi”, aby mieć wpływ na otoczenie. Ja uważam wręcz przeciwnie — młodość może być ogromną siłą, bo daje energię, świeże pomysły i odwagę do działania. Warto angażować się w sprawy swojej miejscowości, organizacji czy środowiska, bo dzięki temu można nie tylko pomagać innym, ale też rozwijać samego siebie. Działalność społeczna uczy odpowiedzialności, współpracy, rozmowy z ludźmi i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Pozwala poznawać wartościowych ludzi i daje ogromną satysfakcję, kiedy widzi się efekty swojej pracy czy zwykłą wdzięczność mieszkańców. Oczywiście nie zawsze jest łatwo — pojawia się zmęczenie, krytyka czy momenty zwątpienia — ale mimo wszystko warto próbować i się nie poddawać. Chciałbym też powiedzieć młodym ludziom, żeby nie bali się wychodzić z inicjatywą i realizować swoich pomysłów. Nie trzeba od razu robić wielkich rzeczy. Czasami wystarczy zacząć od małych działań w swojej miejscowości, szkole czy organizacji. Najważniejsze jest zaangażowanie i chęć zrobienia czegoś dobrego dla innych. Bo na końcu największą wartością nie są stanowiska czy wyróżnienia, ale świadomość, że dzięki swojej pracy można zostawić po sobie coś dobrego i mieć realny wpływ na ludzi oraz miejsce, w którym się żyje.

Życzymy powodzenia i dziękujemy za rozmowę! 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo