W podrzeszowksiej miejscowości Malawa doszło do tragicznej katastrofy - rozbił się prywatny śmigłowiec. Według rejestrów FlightRadar24 maszyna śledzona była do momentu, gdy nad lasem w okolicach Malawy nagle zniknęły jej sygnały.
Spłonął doszczętnie
Śmigłowiec uderzył w teren leśny, trudno dostępny dla służb, a w wyniku upadku i rozbicia wybuchł pożar, który całkowicie strawił wrak. W konsekwencji tragedii nie żyją dwie osoby. Służby ratunkowe bez przerwy kontynuują działania.
Mieszkam niedaleko. Słyszałam jeden wielki huk
- komentuje mieszkanka miejscowości.
Nowe informacje
Według informacji w internecie, helikopter miał być widziany na lotnisku w Krośnie, skąd wystartował i poleciał w okolice Rzeszowa.W sieci pojawiło się również wiele spekulacji na temat tego, kto zginął w katastrofie. Jak przekazała policja Polskiemu Radiu Rzeszów, w helikopterze znajdowały się dwie osoby. Mężczyźni byli ze sobą spokrewnieni. To mieszkańcy powiatu przeworskiego w wieku 41 i 44 lat.
Służby wciąż pracują. Pojawiło się również wojsko
Służby pracowały całą ubiegłą noc. Na miejscu do pomocy pojawili się także żołnierze WOT. Dziś na miejsce przyjdzie, poinformowana o zdarzeniu, Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Tomasz Kuchciński poinformował mnie, że natychmiast oddelegował zespół do wyjaśnienia przyczyn tragedii oraz okoliczności zdarzenia
- pisał w mediach społecznościowych minister infrastruktury, Dariusz Klimczak.
Będziemy na bieżąco informować o szczegółach zdarzenia.
Komentarze (0)