Reklama

Kryzys w gastronomii. Z nowym rokiem nadejdą "rachunki grozy"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Michał Toś

Kryzys w gastronomii. Z nowym rokiem nadejdą "rachunki grozy" - Zdjęcie główne

Najpierw pandemia, a teraz inflacja. Ciężkie czasy gastronomii | foto Michał Toś

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Sygnały czytelników Cały rok pisaliśmy o kryzysie nie tylko gastronomicznym, ale i kryzysie wszystkich małych i średnich przedsiębiorstw. Słyszymy od właścicieli lokali, pubów i restauracji, że prowadzenie działalności zaczyna ich przerastać. Na Podkarpaciu sytuacja jest trochę lepsza, patrząc na cały kraj. Dużo w portfelach właścicieli pojawiło się pieniędzy od obywateli z Ukrainy, a także od amerykańskiego wojska stacjonującego w okolicy. Wszyscy jednak mają poważny problem - rachunki grozy, które pojawią się w przyszłym roku.

Czarne chmury zbierają się nad restauratorami. Właściciele oraz klienci wpadli w błędne koło. Żeby się utrzymać, muszą podnosić ceny. Klienci, żeby móc stołować się na mieście, muszą przygotować się na duży wydatek. Pieniędzy brakuje jednym i drugim. Pierwsze rachunki w 2023 będą zwalały z nóg. Chodzi o podwyżki sięgające nawet 400%. 

Najpierw pandemia, a teraz inflacja

Ostatnie trzy lata to była istna próba charakteru. Nie wszyscy przetrwali trudy ostatnich trzech lat. Pandemia Covid-19, zamknięte restauracje, puby, hotele. Restrykcje rządu spowodowały upadek wielu przedsiębiorstw. Restauracje swoje usługi musiały prowadzić wyłącznie na wynos. Spadły obroty, właściciele rezygnowali z pracowników, bo nie dla wszystkich znalazło się zajęcie, a potem dochodziły limity, wejścia tylko dla zaszczepionych i okazywanie paszportów. Wszystko to spowodowało tlące się, rozkręcające pomału problemy. 

Inflacja i rachunki w 2023 będą szalenie wysokie. Eksperci ds. gospodarki spekulują, że przez wzrost cen surowców i gigantyczne rachunki za prąd i energię wpłynie jeszcze gorzej na restauratorów, niż pandemia. Wiele lokali swoje istnienie uzależniło właśnie od tych rachunków. Pierwsze z nich, które przyjdą w styczniu, mogą zadecydować o dalszych losach prowadzenia działalności. 

- Ceny najbardziej mnie przytłaczają. Ceny ryb, mięsa, warzyw, mąki, cukru, oleju, w zasadzie wszystkich surowców używanych w kuchni. Klienci co wizytę dostają nowe ceny w menu. I widzę ich niezadowolenie. Zatowarowanie to coraz większe koszty, a po nowym roku przyjdą kolejne podwyżki. Dochodzi do tego wzrost płacy minimalnej, gdzie my zatrudniamy 10 osób, którym też musimy zwiększyć wynagrodzenie. Cena za prąd w samym październiku z 1500 wzrosła na 4300. Mówimy o październiku, gdzie w styczniu niemal pewne jest, że zapłacimy więcej.

- mówi pan Piotr, właściciel pizzerii w Rzeszowie.

Czas próby

Wyjście do restauracji już niedługo może być kojarzone z luksusem, na który po prostu nie będzie stać pewnej części społeczeństwa. Dla tych, którzy raz w miesiącu odwiedzają inne państwo i szturmują lotniska, różnicy nie ma, ale dla sporej części ludzi wydać nie 50, a 150 zł w restauracji może być barierą nie do przeskoczenia. 

- Kilka dni temu dostaliśmy rachunek za prąd, który nie wynosił jak zwykle 4000-5000 zł, a 21000 zł i niestety nie był to błąd. Dlatego dzisiaj wieczorem gasimy światło i się z wami żegnamy. 

- napisał w mediach społecznościowych właściciel "Burger store"

Burgerownia zamknęła się w październiku. Zaraz po niej upadło jeszcze kilka znanych miejsc takich jak "Małgorzatka", "Bagatela", "Gosposia" czy "Róża". Trzy z nich działały od 30 lat. 

Właściciele lokalu w Pszowie, kultowej piekarnio-cukierni "Czyż" zakończyła działalność we wrześniu. Właściciele na łamach portalu polityka.pl podali co i ile zdrożało. - Olej opałowy droższy rok do roku o 260%, węgiel o 200%, energia – 140%., mąka – 100%. 

– W ciągu ostatnich dwóch lat liczba działalności gastronomicznych zmniejszyła się o 20 tys. Rząd nie ujawnia dokładnej liczby lokali, które padły w ostatnim roku z powodu lockdownu i drożyzny. Jednak według naszej wiedzy jest ich naprawdę sporo. To nieprawda, że kryzys w branży gastronomicznej skończył się wraz z ostatnim lockdownem. Gastronomia żyje w permanentnym kryzysie: pandemia, wojna, odpływ pracowników, konieczność zwracania subwencji, drożyzna (czterokrotny wzrost cen energii). A rządzący udają, że problemu nie ma.

- mówił dla polityki Sławomir Grzyb, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej

Skąd brać na to pieniądze?

 Właściciele szukają rozwiązań i coraz bardziej kombinują. Za osiedlowy lokal w Rzeszowie trzeba zapłacić czynsz oscylujący wokół 4000 zł. Pojawia się również problem z turystami. Część z nich z powodu, iż za naszymi granicami odbywa się wojna, nie zdecydowała się w tym roku na odwiedzenie Polski. 

Z badania przeprowadzonego przez Dun&Bradstreet dla "Rzeczpospolitej" wynika, że przez wysoką inflację (w październiku wyniosła 17,9 proc.) od początku 2022 r. zamknęło się prawie 4 tys. punktów gastronomicznych, czyli o 60 proc. więcej niż w zeszłym roku. Ponadto 80 proc. restauracji, które wciąż są na rynku, jest w złej sytuacji finansowej.

Przedsiębiorcy walczą o jak najniższy VAT. Aktualnie płacą 8 i 23-procentowe stawki. Obniżenie VAT-u na żywność nie pomogło restauratorom, bo muszą oni doliczać podatek od gotowego dania. Eksperci szacują, że w mieście może zniknąć co czwarta restauracja. Nowy rok przyniesie nowe wyzwania, a przetrwają, jak już się w Polsce nauczyliśmy - najsilnejsi.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy