Zawieszenie Rasmusa Jensena pozostanie w mocy aż do 2 kwietnia przyszłego roku włącznie. Decyzja ta oznacza, że duński żużlowiec w myśl obowiązujących przepisów utracił licencje DMU oraz FIM. W konsekwencji nałożonych sankcji zawodnik otrzymał całkowity zakaz startów w oficjalnych zawodach, a także zakaz brania udziału w treningach organizowanych pod egidą DMU, FIM Europe lub FIM. Dodatkowo, w okresie trwania dyskwalifikacji, Jensen ma bezwzględny zakaz przebywania w parku maszyn.
Mimo tak rygorystycznych ograniczeń osobistych, lider rzeszowskiej drużyny zdołał w pewien sposób wspomóc swój klub. Na prośbę menedżera Stali, Krzysztofa Kasprzaka, Duńczyk przekazał do dyspozycji swoich kolegów z zespołu dwa własne silniki. Sprzęt ten okazał się dla Rzeszowian przydatny na torze. Niestety, zaangażowanie sprzętowe to jedyna forma pomocy, na jaką mogła liczyć drużyna. Wszelkie nadzieje zarządu na to, że zakrojona pomoc prawna ze strony rzeszowskiego klubu pozwoli skrócić okres zawieszenia Jensena, okazały się całkowicie płonne.
Stal Rzeszów liczyła, że szybszy powrót zawodnika na tor realnie wesprze ekipę „Żurawi” w walce o utrzymanie w Metalkas 2. Ekstralidze. Ostatecznie walka o skrócenie kary zakończyła się niepowodzeniem i w kluczowych, niezwykle ważnych spotkaniach przeciwko Polonii Piła rzeszowianie będą musieli poradzić sobie bez swojego zdecydowanego asa.
Komentarze (0)